Tylko dla bigotów i obskurantów
Leszek Skowroński


Brytyjska prasa i inne media mają tematy, które podobnie jak w każdym innym kraju, wydają się powracać i powracać. Są takie, które są bardzo podobne do polskich, np. nieustające reformy służby zdrowia i oświaty. Są też takie, które są bardzo specyficzne dla Brytanii, jak problem północnej Irlandii, zakaz polowania na lisy, obalanie Izby Lordów oraz niezwykła aktywność i wojowniczość homoseksualistów.

Dlaczego ten ostatni temat wzbudza emocje właśnie w Anglii, nie za bardzo wiadomo. Ludzie postępowi uważają, że Wielka Brytania jest obecnie, dzięki premierowi Blairowi, krajem nowoczesnym - jak w XIX wieku przewodziła światu w przemyśle i nauce - tak teraz Labour Party kieruje kraj na coraz wyższe etapy rewolucji seksualnej. Rozumie się, że za Anglia, choć opóźnieni, podażą inni z Europy zachodniej i wschodniej, bo nieuchronność dziejowa dyktuje taki właśnie rozwój w tej dziedzinie aktywności ludzkiej. Rządowe statystyki podają, że homoseksualnych obywateli ma Wielka Brytania około 1 proc. Homoseksualne lobby utrzymuje, że ponad 10 proc. Brytyjczyków to homoseksualiści.

Temat staje się w tej chwili coraz bardziej gorący z powodu kontrowersji wokół paragrafu 28. Tym razem jest to wojna domowa na całego, bo paragraf 28 mówi nie tyle o tym co homoseksualiści mogą robić lub nie robić sobie nawzajem, ale co homoseksualiści albo ich przyjaciele w oświatowych instytucjach nie powinni robić z brytyjskimi dziećmi w wieku szkolnym. Paragraf 28 ustawy o Samorządzie Lokalnym z 1988 roku mówi:

  1. Władze samorządu lokalnego nie powinny:
    1. świadomie promować homoseksualizmu bądź publikować materiały, których intencją jest promować homoseksualizm,
    2. nauczać w szkołach państwowych, że stosunki homoseksualne są akceptowalne jako równoważna forma więzi rodzinnej.

Bezpośrednią przyczyną wprowadzenia tego paragrafu do ustawy w 1988 roku była publikacja i akceptacja do bibliotek szkolnych książki dla dzieci pod tytułem "Jenny mieszka z Erykiem i Martinem". Jest to historia małej dziewczynki, która spędza bardzo szczęśliwe dzieciństwo w domu ("niestereotypowym", lubią mówić homoseksualiści), gdzie rodzicami są jej ojciec i jego homoseksualny kochanek. Rząd pani Thatcher ten paragraf wprowadził by, miedzy innymi, wycofać książeczkę o szczęśliwym dzieciństwie Jenny ze szkolnych bibliotek. Rząd pana Blaira chce wycofać z kolei paragraf 28, a autorka i wydawcy wyżej wymienionej książeczki obiecują ponownie ją wprowadzić do szkół.

Oczywiście, walka nie dotyczy jednej książki. Pytaniem zasadniczym jest, czy tzw. "milczącą większość" społeczeństwa ma prawo oczekiwać, że jej interesy będą chronione. Do tych interesów zalicza się również fakt uznania małżeństwa heteroseksualnego jako normy, zwłaszcza, że ten fakt ma istotne znaczenie dla potrzeb i kształtowania się osobowości dzieci. Coraz częstsze są zezwolenia na adopcje przez homoseksualne pary. W zeszłym roku zastępcza matka urodziła bliźniaki "na zamówienie" dwóm mężczyznom żyjącym ze sobą jako mąż i żona. Dwadzieścia pierwszych lat życia, spędzonych w rodzinie homoseksualnej nie pozostanie bez wpływu na psychikę chłopca lub dziewczynki. Czy jest właściwym poddawać życie dzieci takim eksperymentom, bo tego życzą sobie dorośli? Odpowiedzi będą się różniły w zależności od tego, czy odpowiadający uznaje praktyki seksualne miedzy dwoma mężczyznami za równie normalne i naturalne, jak te miedzy kobietą i mężczyzna.

Argumenty obrońców paragrafu 28, szczególnie tych przedstawianych przez kościoły chrześcijańskie, nie wzbudziły zachwytu lewicowej prasy: "tak obrzydliwe zachowanie powinno szokować wszystkich obywateli, nawet tych z najmniejszym poczuciem przyzwoitości", "zagorzałość kościelnych hierarchów w atakowaniu zmiany w prawie, która ma tylko na celu obronę słabszych jest po prostu odrażająca" podsumował opinie biskupów The Independent. Artykuł w The Guardian miał w podtytule "jak z bigoteryjnej przeszłości".

Warto zwrócić uwagę, że we współczesnej Anglii, takie określenia jak: "obrzydliwe", "odrażające", "szokujące" i "nieprzyzwoite" są dozwolone na określenie opinii biskupów katolickich i anglikańskich. Czasy, w których te same przymiotniki były dozwolone na opisywanie praktyk adwersarzy biskupów odeszły na zawsze, do "bigoteryjnej przeszłości".

Sam paragraf 28 i jego przepisy wykonawcze są, w przekonaniu "stereotypowych" rodziców, niezwykle liberalne. Przepisy wykonawcze z 1988 roku mówią miedzy innymi: "Paragraf nie zabrania oferowania homoseksualistom świadczeń, które są dostępne każdemu innemu obywatelowi. Jeśli tylko nie promują o­ne homoseksualizmu, władze lokalne, mogą kupować do bibliotek publicznych książki i czasopisma na temat homoseksualizmu i autorstwa homoseksualistów, mogą finansować z pieniędzy publicznych teatr i inne sztuki o tematyce homoseksualnej... Edukacja seksualna ma być elementem programu szkolnego. Paragraf nie wpływa na działania nauczycieli. Nie zabrania obiektywnych dyskusji w klasie na temat homoseksualizmu ani udzielania porad uczniom niepewnym co do ich skłonności seksualnych." Można wiec pytać się aktywistów homoseksualnego lobby - jakie dodatkowe, poza dozwolonymi wyżej, informacje i świadczenia muszą być uczniom przekazywane?

Próbkę tego, co przeciwnicy paragrafu 28, przeciwnicy bigoterii i obskurantyzmu mają na myśli, daje opublikowany przez Towarzystwo Planowania Rodziny w 1993 roku, podręcznik dla nauczycieli "Primary School Workbook". Nauczyciele szkół podstawowych (dzieci od lat 5 do 11) zachęcani są tam by kwestionowali "stereotypowe" zachowania i oczekiwania dzieci. Obrazki pokazywane dzieciom muszą przedstawiać "różnorodność typów rodzin." Nauczycieli instruuje się, że dzieci "mogą mieć rodziców, którzy są samotni, rozwiedzeni, są homoseksualistami lub lesbijkami. Nauczyciele nie powinni omawiać stosunków rodzinnych w kontekście małżeństwa, lecz koncentrować się na tym, że każda forma związku seksualnego ma równą wartość."Związki heteroseksualne, homoseksualne i lesbijskie traktowane są na równi w tym podręczniku. Słowniczek terminów przydatnych dla dzieci od lat pięciu do jedenastu otwiera hasło - analny seks.

Program dla dzieci 13-to letnich i starszych ma zawierać "odtwarzanie roli" homoseksualisty, który decyduje się powiedzieć rodzinie, znajomym, w pracy itp. o swych seksualnych upodobaniach. W innym ćwiczeniu uczeń ma odegrać rolę żonatego mężczyzny przyłapanego w publicznej toalecie w czasie homoseksualnego aktu. W jednym z kolejnych ćwiczeń uczeń ma się zmierzyć z rolą artysty kabaretu transwestytow.

Przykłady powyżej przytoczone były opublikowane w czasie obowiązywania paragrafu 28, a więc wolno przypuścić, że gdyby przepis nie obowiązywał, jego autorzy znacznie śmielej daliby wyraz swym postępowym przekonaniom.

Jeśli ma się dzieci w wieku szkolnym, to trudno pozostać obojętnym na te debaty. Większość rodziców nie chce by szkoły w ogóle promowały, rekomendowały czy spędzały czas na celebrowaniu jakiejkolwiek formy aktywności seksualnej. Nie trzeba też prowadzić żmudnych badań by odkryć, że zdecydowana większość rodziców i obywateli byłaby jednocześnie całkiem szczęśliwa, w gruncie rzeczy życzyłaby sobie by normalne małżeństwo heteroseksualne - a przynajmniej stały związek kobiety i mężczyzny - były przedstawiane dzieciom jako pożądana norma życia rodzinnego.

Dla seksualnych radykałów jest to nie do przyjęcia. Nie do przyjęcia jest tylko tolerowanie ich odmiennych sposobów życia. Tolerancja jest niewystarczająca, bo jednak zawiera element moralnej dezaprobaty. Radykałowie chcą zadekretować moralną równość związków opartych na rożnych upodobaniach seksualnych. W nowym społeczeństwie bez bigoterii i obskurantyzmu to właśnie człowiek, który czuje odrazę do stosunków homoseksualnych powinien być traktowany jako nienormalny i chory, karany prawnie, jeśli jego nienadążające za duchem czasów odczucia i przekonania doprowadza go do kolizji z nowymi prawami.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/