Zarobić na chleb swój powszedni
Leszek Skowroński


Łowca jeleni

David Whitby ma dyplom ekonomisty. Po studiach poszedł nie do biura, lecz do lasu i został zawodowym myśliwym. Obecnie pracuje jako Wielki Łowczy na 10 tysiącach hektarów majątku lorda Egremonta w hrabstwie West Sussex. Jego zadaniem jest przygotować zwierzynę i las do polowań.

Jak wygląda typowy dzień polowań? David spotyka swego klienta przed świtem. Jednak już w przeddzień myśliwy-klient musi przejść krótki test. Dostaje trzy naboje i ma trafić ze stu metrów w cel o średnicy 3 cali.

Tropienie zwierzyny odbywa się na piechotę. Jak się ma szczęście, można trafić na zwierza już po pięciu minutach, można też uchodzić się przez cały dzień bez sukcesu. Łatwiej jest w czasie rui, kiedy można zwabić jelenia, rycząc jak łania.

Mając jelenia w polu widzenia, należy podczołgać się na 30 do 100 metrów i strzelić. Jeśli klient trafi zwierza niezbyt celnie (tzn. strzał nie jest śmiertelny), do zadań Davida należy dobicie ofiary jednym strzałem, by nie przedłużać agonii.

Ustrzelenie sarny lub jelenia kosztuje myśliwego od 500 do 1500 funtów. Cena zależy od wielkości zwierzyny i rozmiarów rogów. Myśliwy w ramach ceny dostaje rogi do powieszenia w salonie, a jeśli chce jeszcze ugościć rodzinę i znajomych daniem z ustrzelonego zwierza - płaci ekstra.

David Whitby zarabia 19 tysięcy funtów rocznie i na służbowy dom - leśniczówkę. Ma 42 lata, żonę i trójkę dzieci.

Hotelarka

Dagmara Woodward zarządza jednym z najekskluzywniejszych londyńskich hoteli - May Fair Inter-Continental. Jest jedyną kobietą wśród szefów pięciogwiazdkowych hoteli w Londynie. Większość gości jej hotelu to bogaci Amerykanie (np. aktor Mel Gibson); Brytyjczycy stanowią co najwyżej 25 procent klientów. Pani Woodward kieruje się polityką nieakceptowania grup rockowych, bo koszty wandalizmu ich fanów znacznie przekraczają zyski.

Klienci, którzy chcą być naprawdę specjalnie potraktowani, maja do wyboru apartament "Królewski" z własnym wejściem i prywatną windą za dwa tysiące funtów za noc lub tańsze - "Monte Carlo", urządzony w stylu śródziemnomorskim, i "Maharadża" - w stylu hinduskim, za jedyne tysiąc pięćset funtów za noc. Stali goście mogą mieć pewność, że o ich upodobaniach co do gatunku szampana, kwiatów, poduszek z puchu a nie z pianki albo odwrotnie - przy następnej wizycie na pewno się nie zapomni.

Czy ma kłopoty z prostytutkami? Pani Woodward mówi, że hotel to nie klasztor, ale gdy nie ma wątpliwości co do profesji damy, to zostaje o­na wyrzucona. Problem w tym, że dzisiaj wiele eleganckich kobiet podróżuje samotnie - np. w interesach. Nie jest czymś niezwykłym narada biznesowa w pokoju kolegi o pierwszej w nocy przy kieliszku koniaku. Nie do dyrekcji hotelu należy ocena interesu, jaki goście mają właśnie do załatwienia.

Z wykształcenia jest kucharką. Ma 44 lata i pod sobą 260 osób personelu. Lenin byłby się ucieszył, że jego marzenie o rządzących kucharkach spełniło się. Dagmara Woodward nie sądzi, by miała przyjemność gościć Lenina. Zarabia 60 tysięcy funtów rocznie. Rozwiedziona i bezdzietna.

Pastuszka

Elaine Hill jest córką rzeźnika i po dwudziestu latach pracy jako urzędniczka w banku zaczęła robić to, co zawsze chciała robić - paść owce. Ma kilkanaście owiec własnych, ale zarabia pasąc owce dla innych, dając pokazy strzyżenia i szkoląc psy pasterskie.

Czy owce i barany są rzeczywiście tak głupie, jak na to wyglądają? Nie aż tak. Prędko uczą się rutyny dnia i posłusznie przychodzą w godzinach karmienia. Wychwytują też szybko, który z psów jest słaby psychicznie i nie potrafi narzucić stadu baranów swej osobowości.

Czy psy pasterskie są tak mądre, jak na to wyglądają? Są bardzo inteligentne, mają naturalną umiejętność zaganiania owiec. Potrzeba jednak sporo godzin treningu, by wykonywały swój zawód profesjonalnie, prawidłowo reagując na komenderowanie gwizdkiem przez pastucha.

Jak wygląda pomaganie owcy przy porodzie? Trochę to przypomina układanie puzzli z zamkniętymi oczami. Trzeba znaleźć głowę i przednie nogi, uważając przy wyciąganiu, żeby obie nogi należały do tego samego jagnięcia, a nie do dwóch różnych, mających się właśnie narodzić jagniąt.

Elaine Hill, choć przywiązuje się do swych wełnianych podopiecznych, chętnie jada jagninę. Ma 41 lat i zarabia 9 tysięcy funtów rocznie. Żona farmera i matka czteroletniego syna.

Imprezowicz

Justin Etzin jest synem milionera, skąpego milionera. Od ojca dostawał półtora funta tygodniowo, z czego nie dało się wyżyć. Jako dwunastolatek zaczął zarabiać, myjąc samochody. Po miesiącu dołączyło do niego trzech współpracowników. Kiedy zaczął średnią szkołę, był już właścicielem stoiska na jednej z głównych ulic Londynu. Sprzedawał tańczące puszki Coli i plakaty.

Jakiś klient rzucił pomysł zorganizowania party dla nastolatków. Justin odbił 5 tysięcy reklamowych ulotek: "Party dla nastolatków. Bez narkotyków. Bez alkoholu. Bez papierosów". Jedynymi chętnymi, którzy się zjawili, byli policjanci - w liczbie siedemdziesięciu.

Drugie party, które Justin zorganizował w okolicach swych piętnastych urodzin, było bardziej udane. Za pieniądze zaoszczędzone z mycia samochodów i stoiska wynajął popularny klub o nazwie "Ministerstwo Dźwięku" i na przerwach miedzy lekcjami w szkole przyjmował zamówienia przez swój telefon komórkowy. Na party przyszło trzy i pół tysiąca nastolatków i tego wieczora narodziła się firma Justina - Capital VIP Promotions. Obecnie Capital VIP Promotions urządza 10 bali rocznie dla nastolatków od 13 do 16 lat, plus imprezy dla takich klientów jak Gucci, Coca-Cola czy British Telecom.

Szkoły nie ukończył. A-levels (angielska matura) przegrały, jak mówi, z czekami na 100 tysięcy funtów. Ma 21 lat i zarabia milion funtów rocznie. Znajduje się, obok księcia Edwarda, trzeciego syna królowej, na liście najekskluzywniejszych kawalerów angielskich - potencjalnych kandydatów do złapania na męża. Sepleni.

Prezenterka radiowa

Paula Chantler jest gwiazdą programu "U Pauli w obiadowej porze" nadawanego przez lokalne radio "Puls" w hrabstwie West Yorkshire. Kiedy miała 22 lata i pracowała jako sprzedawczyni w sklepie z meblami, usłyszała, że lokalna stacja radiowa poszukuje prezenterki. Wysłała kasetę z nagraniem swego głosu i, o dziwo, pracę dostała.

Zaczynała od trwających mniej niż minutę informacji "na żywo" o sytuacji na drogach. Teraz jest gospodarzem trzygodzinnego programu od 12 do 3 po południu, podczas którego nadaje muzykę na życzenie i gawędzi ze słuchaczami.

Zdumiewające jest, jak często słuchacze są chętni do intymnych zwierzeń i z jaka ufnością szukają rady i pocieszenia. Jak dotąd nie trafiła na rozmówcę-chuligana. Od jej wyczucia zależy, czy ryzykować rozmowę "na żywo", czy też ja wpierw nagrać. Nawet gdy rozmowa jest "na żywo", specjalne urządzenie umożliwia prezenterce usłyszenie rozmówcy o parę sekund wcześniej, niż słyszy go słuchacz. W przypadku niecenzuralnej wypowiedzi może rozmówcę-chuligana łagodnie wyciszyć, naciskając na guzik.

Jak dotąd tylko raz musiała przerwać swój program i to tylko z tego powodu, że zaczęła rodzić. Oznajmiła słuchaczom, że pękły jej wody płodowe, pożegnała się i niecałe dwie godziny później urodziła syna (już w szpitalu).

Jej marzeniem jest prowadzenie programu telewizyjnego. Gdyby wygrała los na loterii, kupiłaby sobie stację telewizyjną - dla pewności, że dostanie posadę prezenterki TV. Jak na razie, ma 200 tysięcy słuchaczy radiowych, 27 lat i zarabia 20 tysięcy funtów rocznie.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/