Zbiorowe ojcostwo
Janusz A. Majcherek


Popularne powiedzonko głosi, że sukces ma wielu ojców, tylko klęski zwykle są sierotami. Znamienne przy tym, że spory o ustalenie ojcostwa toczą się przeważnie bez udziału samych zainteresowanych, lecz prowadzone są bądź przez ich faktycznych lub domniemanych spadkobierców, pragnących wykorzystać chwałę historycznych antenatów do swoich własnych, zwykle doraźnych celów, bądź przez historyków lub komentatorów, budujących wokół tego dziedzictwa jakieś swoje historiozoficzne czy publicystyczne tezy.

W Polsce tendencje te przejawiają się bodaj najwyraźniej wokół regularnie, zwłaszcza przy okrągłych rocznicach (niedawno obchodziliśmy akurat 80) powracającego pytania o prymat zasług i dominujący udział w odzyskaniu niepodległości. Wskazanie na Piłsudskiego i jego legiony, bądź Dmowskiego i jego gry polityczne, kryje typowo polski dylemat metod spiskowo-powstańczych i polityczno-negocjacyjnych, zachowujący aktualność przez dziesięciolecia i dostarczający jeszcze całkiem niedawno inspiracji uczestnikom antykomunistycznej opozycji. Ostatnio ożył z kolei spór o to, kto jest sprawcą zwycięstwa w zimnej wojnie, a to za przyczyną pomysłodawców przemianowania warszawskiego Placu Konstytucji na Plac Ronalda Reagana, uważanego przez nich za głównego pogromcę "Imperium Zła", a siebie samych za jego duchowych powinowatych. Odmienne przekonania i oceny historyczne kierowały najwyraźniej tymi, którzy w spornym miejscu zamontowali tabliczki "Plac Lecha Wałęsy", pragnąc w ten sposób przypomnieć o zasługach postaci niezbyt lubianej w kręgu "reaganowców".

10 rocznica upadku komunizmu i likwidacji PRL dała asumpt do oceny wydarzeń leżących u początków tej dekady i nowego państwa polskiego. Wśród postaci wskazanych przez Polaków w specjalnej ankiecie jako najważniejsze dla tego okresu, trzy pierwsze miejsca zajęli Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i˙Leszek Balcerowicz. Odzwierciedla to zarówno istotę negocjacyjnych procesów politycznych zainicjowanych przy Okrągłym Stole, uosabianych przez historycznego przywódcę "Solidarności" oraz lidera młodych reformatorów z PZPR, jak również wskazuje na autora reformy gospodarczej, zmieniającej zasadniczo system ekonomiczny Polski. A przecież nie tylko dalece nie wszyscy Polacy oceniają tę reformę pozytywnie, lecz również sugerują innych jej sprawców czy przynajmniej inspiratorów.

Niedawno Danuta Zagrodzka przypomniała w obszernym artykule na łamach "Gazety Wyborczej" postać Jeffreya Sachsa, sugerując jego wiodącą rolę jeśli nie w przeprowadzeniu, to przynajmniej przygotowaniu polskiej transformacji. Co ciekawe, sugestie takie podzielają również ci zaprzysięgli krytycy polskich przemian, którzy dostrzegają w nich głównie obce wpływy i zewnętrzne ingerencje czy wręcz dyktat.

Jeśli jednak mowa o inspiracjach intelektualnych i pracy koncepcyjnej, to nie można pominąć przynajmniej dwóch środowisk, które przygotowywały grunt pod ekonomiczną transformację i restytucję kapitalizmu. Jedno z nich powstało w Krakowie wokół Mirosława Dzielskiego i przybrało później postać Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego. Działalność przedwcześnie zmarłego lidera tego środowiska wywołuje dziś oceny nie mniej kontrowersyjne niż Balcerowicza, choć nie jest aż tak szeroko znana. Z jednej strony uznanie budzi jego trzeźwy realizm i brak jakichkolwiek złudzeń co do reformowania socjalizmu, a także głęboka inspiracja chrześcijańska i wysiłek poświęcony jej zespoleniu z duchem liberalnego kapitalizmu, z drugiej zaś krytykowany bywa jego realistyczny pragmatyzm, przejawiający się w dążeniu do przełamania oporu komunistów poprzez namacalne ukazanie im korzyści płynących z wolnego rynku i dopuszczenie do osobistego w nich udziału. Tę sprytną i racjonalną koncepcję niektórzy uważają dziś za teoretyczną podbudowę późniejszego tzw. uwłaszczenia nomenklatury.

Drugie środowisko, które odegrało ważną rolę w przygotowaniu i dokonaniu restytucji kapitalizmu w Polsce, to gdańscy liberałowie, skupieni wokół "Przeglądu Politycznego". Ich dokonania również budzą zastrzeżenia, bo jako czynni politycy późniejszego Kongresu Liberalno-Demokratycznego narazili się w okresie rządu Jana K. Bieleckiego wielu rozmaitym grupom społecznym i ugrupowaniom politycznym, działalność prywatyzacyjna Janusza Lewandowskiego przysporzyła mu wielu krzykliwych wrogów, a liberalizm, przez nich uosabiany, stał się w ustach polityków narodowych i chłopskich ciężkim epitetem.

Niezależnie od tych wszystkich kontrowersji, kapitalizm w Polsce odrodził się i to w zupełnie udanej, rozwojowej postaci. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, niech porówna polską transformację i efekty jej dziesięcioletniego trwania z przebiegiem i rezultatami procesów gospodarczych w innych krajach postkomunistycznych, nawet, a może zwłaszcza w okresie recesji i kryzysu nękającego ostatnio rynki światowe, szczególnie tzw. wschodzące. Dlaczego gdzie indziej się nie udało - to kwestia, której rozświetlenie mogłoby pomóc w wyjaśnianiu komu lub czemu Polska zawdzięcza swoje względne sukcesy ostatniej dekady. Ujawniłoby też inny, kto wie czy nie pierwszoplanowy czynnik - mentalność Polaków.

Na działalność Jeffreya Sachsa cień rzuca spektakularne niepowodzenie proponowanych przez niego reform w kilku państwach, zwłaszcza położonych na wschód od Polski. Uwolnienia gospodarki od biurokratyczno-ideologicznych barier, które zawdzięczamy Balcerowiczowi, próbowano również w innych krajach regionu, nie osiągając tam przełomu, a gdzieniegdzie nawet popadając w większe problemy niż za komunizmu. Nawet bezpośrednie włączenie w system najpotężniejszej w Europie gospodarki i podporządkowanie standardom Unii Europejskiej, co zdarzyło się we wschodnich Niemczech, nie wyzwoliło tam samorodnych czynników rozwojowych, zapewniając, słabnący zresztą, wzrost ekonomiczny siłami niemal całkowicie zewnętrznymi, opierając go na gigantycznym transferze kapitału i inwestycji infrastrukturalnych, o jakich Polacy mogli tylko marzyć. o­ni bowiem wszystkiego lub prawie wszystkiego musieli dokonać sami. I skorzystali z okazji, wykazując inicjatywę, jakiej mało kto się po nich spodziewał.

Niedawno jeden z członków niemieckiej grupy seminaryjnej bawiącej w Polsce pytał jak Polacy radzą sobie z barierami prawnymi i ograniczeniami administracyjnymi. Odpowiedziałem nieco anegdotycznie, ale w zgodzie z prawdą historyczną, że w pierwszych dniach funkcjonowania nowego systemu ekonomicznego rodacy masowo wynieśli na ulice materace dmuchane i łóżka polowe z rozłożonymi na nich towarami do sprzedania i nie zastanawiali się czy będzie im potrzebne urzędowe zezwolenie na handel uliczny, administracyjna zgoda na zajęcie chodnika czy zaświadczenie służb sanitarnych, od uzyskania których pewnie zacząłby każdy porządny Niemiec. Kapitalizm w Polsce odradzał się spontanicznie i żywiołowo, a potem w ciągu kilku lat powstało dwa miliony prywatnych firm, zakładów i całkiem znacznych przedsiębiorstw, których działalność była dopiero potem stopniowo regulowana (a niekiedy nadregulowana). W niektórych ościennych krajach natomiast nie ma chętnych do przejmowania pokołchozowej ziemi czy sklepów, nie mówiąc już o podejmowaniu bardziej śmiałych przedsięwzięć gospodarczych. Ich mieszkańcy nie chcieli i nie chcą słuchać rad Jeffreya Sachsa, wprowadzać reform w stylu Balcerowicza, korzystać z ekonomicznej wolności w stopniu porównywalnym z Polakami. Dlaczego?

Długo by o tym pisać, a i tak pewnie ostatecznego wyjaśnienia się nie uzyska. Pytanie, co sprawia, że jedni ludzie i pewne społeczności wykazują się gospodarczą inicjatywą i inwencją, ekonomicznym zapałem i sprytem, materialną samodzielnością i zaradnością, a inni nie chcą lub nie potrafią, stanowi kluczowy problem ekonomii politycznej od czasów "Bogactwa narodów" Adama Smitha. Na szczęście, Polacy chcieli, umieli i skorzystali. Bez tego pomysły Dzielskiego, koncepcje gdańskich liberałów, rady Sachsa i program Balcerowicza, przy całej wielkości ich zasług, pozostałyby dorobkiem czysto teoretycznym lub studialnym.

Historia zwykle ulega personifikacji, ale nie dokonuje się bez udziału anonimowych często rzesz.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/