Między Europą a Ameryką
Janusz A. Majcherek


Tradycyjny, przeklęty dylemat polskiej geopolityki wyrażał się w usytuowaniu między Niemcami a Rosją i sprowadzał się do pytania jak zachować równy dystans i samodzielność wobec tych dwóch przemożnych i zaborczych potęg. Od dziesięciu lat, a ostatnio z coraz większą siłą, wyłania się zupełnie nowy dylemat, dający się przedstawić jako wybór modelu rozwoju i strategicznego partnera w jednoczącej się Europie lub Stanach Zjednoczonych oraz pytaniu z którym z nich utrzymywać bliższe stosunki.

Niedawny akt przystąpienia do NATO w amerykańskim Independence został po wschodniej stronie Atlantyku przyjęty bez entuzjazmu. Wynika to z interpretowania przez wielu Europejczyków tego wydarzenia jako sukcesu polityki amerykańskiej, a nie europejskiej oraz traktowania Polski jako sprzymierzeńca interesów USA bardziej niż zachodniej Europy. W niektórych stolicach europejskich budzi to zupełnie poważne obawy.

W globalnym układzie geopolitycznym upadek komunizmu w Europie wschodniej i rozpad Związku Sowieckiego przyniosły najwięcej korzyści Stanom Zjednoczonym, czyniąc z tego państwa światowego hegemona, jedyne supermocarstwo globu. Europa zachodnia skorzystała nieporównanie mniej, z wyjątkiem Niemiec, którym procesy te umożliwiły zjednoczenie (stad zresztą wynikła ich szczególnie silna - przynajmniej w polityce oficjalnej - przychylność wobec polskich aspiracji do członkostwa w NATO i Unii Europejskiej; Niemcy mają ponadto konkretny, bezpośredni interes w przesunięciu wschodnich granic tych struktur poza linię własnej granicy).

Kończąca się dekada lat 90. to nie tylko okres dyskontowania przez USA skutków upadku systemu komunistycznego i umacniania się na pozycji światowego lidera w nowym układzie geostrategicznym, ale także spektakularnych sukcesów Stanów Zjednoczonych w umacnianiu potęgi ekonomicznej. W okresie tym gospodarka amerykańska rozwijała się dwukrotnie szybciej niż europejska, przy dwukrotnie niższym bezrobociu, zbilansowanym, a nawet nadwyżkowym budżecie i umacniającym się dolarze. Autonomiczna potęga gospodarki i rynku USA ujawniła się spektakularnie w okresie kryzysu ogarniającego kolejno inne regiony o odmiennych, alternatywnych modelach społeczno-gospodarczych, od azjatyckiego, przez rosyjski, na latynoskim jeszcze nie kończąc. Gdy recesja przerzucała swoje paraliżujące macki z miejsca na miejsce, wykorzystując łatwość przemieszczania się w globalizującym się systemie ekonomicznym, amerykańska gospodarka okazała się niewzruszona i niezrównana. Okresowo to o­na sama podtrzymuje światowy rozwój, ratując ten globalizujący się rynek przed załamaniem. USA zostały nie tylko niekwestionowanym, niepokonanym liderem militarnym, ale i ekonomicznym całego świata.

Te amerykańskie sukcesy budzą po europejskiej stronie wspólnoty transatlantyckiej mieszane reakcje. Pax Americana daje poczucie bezpieczeństwa, ale w wielu krajach wywołuje resentymenty. Osiągnięcia gospodarcze USA nie mogą przechodzić bez szacunku, lecz rodzą też obawy o siłę i autonomię własnych rynków. Ofensywa kultury masowej made in USA jest niepowstrzymana, ale często traktowana jako kulturowy imperializm. Europejczycy jednak niewiele potrafią temu amerykańskiemu pasmu sukcesów przeciwstawić.

Europa nie jest w stanie poradzić sobie samodzielnie z konfliktami na leżących przecież w jej obrębie Bałkanach, nie mówiąc już o Bliskim Wschodzie, także o wiele bliższym jej geograficznie niż Stanom Zjednoczonym. Ba, bez amerykańskiej mediacji niemożliwe okazuje się nawet rozwiązywanie takich lokalnych, lecz dramatycznych problemów, jak w Irlandii Północnej.

Europeizacja NATO to na razie mrzonki, a Unia Zachodnioeuropejska jest obecnie praktycznie martwą strukturą.

Wprowadzenie jednolitego rynku i wspólnej waluty europejskiej to znaczące osiągnięcie. Wyniki gospodarki europejskiej są jednak wciąż gorsze od amerykańskich, euro traci do dolara, a USA lepiej niż którykolwiek z krajów UE wypełniają kryteria z Maastricht, choć się do tego wcale nie zobowiązywały. Skandal seksualny w Białym Domu okazał się wydarzeniem raczej medialnym i nie naruszył systemu władzy w USA. Afera korupcyjna w Komisji Europejskiej nie tylko skompromitowała władze UE, ale postawiła pod znakiem zapytania cały dotychczasowy system ich wyłaniania i funkcjonowania, wywołując strukturalny kryzys polityczny.

Niezależnie od tego, jak usilnie kraje europejskie przeciwstawiają się amerykanizacji swoich kultur, nie mają w zamian zbyt wiele ciekawego do zaoferowania. Czy kto widział ostatnio jakiś interesujący film francuski czy niemiecki albo słyszał jakąś ciekawą, popularną piosenkę śpiewaną w tych językach (wyłączając Kanadyjkę Celine Dion)? Paryż przestał być nawet stolicą mody, która przeniosła się do Nowego Jorku, a pomysły przeciwstawienia się amerykanizacji przynoszą żałosne rezultaty, jak w przypadku komertelu, mającego być francuską odpowiedzią na ekspansję internetu, postrzeganego jako kolejne narzędzie dominacji amerykańskiej cywilizacji w świecie.

Co tu dużo się rozwodzić: Ameryka wykazuje niesłabnącą witalność, dynamizm, innowacyjność, pracowitość, gotowość do wysiłku i coraz wydajniejszej pracy. W Europie do władzy doszła zaś lewica, która kombinuje jak tę samą pracę rozłożyć pomiędzy więcej osób. Europa wykazuje tendencje do gnuśności i nadkonsumpcji, niechęć do zaostrzania konkurencji i wzmożonego wysiłku. Wspólna polityka europejska zaczyna coraz częściej koncentrować się wokół haseł z zakresu polityki socjalnej.

A Polska, chcąc czy nie chcąc, leży w Europie i aspiruje do Unii Europejskiej, bo przyłączenie się do NAFTA jest niemożliwe. Wbrew jednak uporczywie powtarzanym sloganom o naszej odwiecznej przynależności do cywilizacji i kultury łacińskiej czy europejskiej, jej pełnoprawnymi członkami Polacy stali się późno i bywali tylko okresowo, w nielicznych epokach świetności Polski (każdemu, zwłaszcza mającemu skłonności megalomańskie rodakowi dobrze zrobiłaby lektura klasycznych prac krakowskiej szkoły historycznej, włącznie z rozprawą Józefa Szujskiego "O młodszości naszego cywilizacyjnego rozwoju"). Nie ulega wątpliwości, że teraz znów jesteśmy cywilizacyjnie i kulturowo bardzo zapóźnieni, stojąc przed koniecznością - i na szczęście możliwością - dokonania przyśpieszonego rozwoju. Nie jest wcale przesądzone, że dążąc do integracji z Unią Europejską musimy we wszystkim naśladować obecną politykę jej krajów członkowskich, a zwłaszcza wzorce mentalno-kulturowe dominujące w ich społeczeństwach. Polsce potrzebna jest znacznie większa dynamika, pasja i witalność, innowacyjność, wola sukcesu i zwrot w stronę przyszłości, bliższe amerykańskiej niż europejskiej mentalności. Z amerykańskimi wskaźnikami makroekonomicznymi stalibyśmy się prymusami Unii Europejskiej, więc amerykańska droga może nas, paradoksalnie, szybciej i łatwiej zaprowadzić do Europy niż usilne przymierzanie się do europejskich standardów.

Stwarza to jednak poważne wyzwania nie tylko dla polskiej obyczajowości i mentalności, ale także polityki zagranicznej. W interesie Polski leży bowiem rozwijanie jak najściślejszych i partnerskich związków ze Stanami Zjednoczonymi, przy równoczesnym jak najszybszym postępie integracji z Unią Europejską, która przecież jest strukturą na niektórych przynajmniej polach rywalizującą z Ameryką. Musimy jak najintensywniej zabiegać o członkostwo w UE, ale jak najstaranniej unikać wzmacniania jakichkolwiek antyamerykańskich tendencji w polityce europejskiej. Zachowanie równowagi i balansu w stosunkach z USA i UE to zadanie delikatne, ale bardzo obiecujące. Chodzi przecież o to by zyskać sojuszników, partnerów i sprzymierzeńców wśród największych demokratycznych potęg świata. W tradycyjnym układzie geopolitycznym szło o utrzymanie nie tylko równego, ale i jak największego dystansu wobec Rosji i Niemiec.

Jak najściślejsze związki z Unią Europejską oznaczają jak największe zbliżenie z Niemcami. Może na tym kierunku geostrategicznym powstać coś do niedawna jeszcze niewyobrażalnego: nie tylko partnerstwo i wspólnota interesów politycznych i ekonomicznych, ale polsko-niemieckie braterstwo broni, pod wspólnym sztandarem NATO. W ten sposób dawny dylemat polskiej geopolityki został rozstrzygnięty.

Niektórzy twierdzą jednak, że z pozycji członka NATO i przyszłego uczestnika Unii Europejskiej możemy, a nawet powinniśmy zabiegać o zacieśnianie stosunków z Rosją. To mrzonka i iluzja. Jeśli politycy polscy mają jakieś propagandowe czy koniunkturalne powody do składania takich deklaracji, to niezależna opinia ma prawo i powody jasno stwierdzić, że na wschodzie Polska nie ma ani potrzeby szukania, ani szans znalezienia partnerów. Niedawny raport Ośrodka Studiów Wschodnich jest wyzbyty złudzeń: obszar postsowiecki w dającej się przewidzieć i w politycznych rachubach uwzględniać przyszłości, pozostanie pod względem politycznym, ekonomicznym i cywilizacyjno-kulturowym zacofany oraz odległy od zachodnich standardów pluralistycznej, obywatelskiej demokracji i wolnego, liberalnego rynku. To w praktyce wyklucza normalne kontakty, a zmiana panujących tam trendów i przyjęcie modelu umożliwiającego partnerstwo wydają się mało prawdopodobne. Niezależnie od podziwu dla Dostojewskiego czy Bułhakowa, uwielbienia dla Rimskiego-Korsakowa lub Strawińskiego, szacunku dla Szestowa albo Bierdiajewa, nie da się zaprzeczyć, że rosyjsko-azjatycki, prawosławno-postsowiecki model cywilizacyjno-kulturowy nie oferuje obecnie niczego, co mogłoby się nam przydać czy stworzyć podstawę głębszego porozumienia. Iluzje krzewione pod patronatem Andrzeja Drawicza rozwiały się. Może ten obszar wyjdzie kiedyś z zapaści, a może nie, na pewno my w tym nie możemy pomóc. Niemcy mogły sobie pozwolić na bezpowrotną stratę miliardów marek w rosyjskim kryzysie, Polski na to nie stać. Wystarczy już doświadczeń z udzielaniem przez państwo gwarancji eksportowych na wschód. Zachód tez już najwyraźniej pogodził się z utratą tego regionu dla demokracji i wolnego rynku, Polska w tej sytuacji nie będzie w stanie nic zrobić. Oczywiście nie potrzebujemy w Rosji wrogów, ale nadzieje na zyskanie w niej przyjaciół okazały się mrzonkami.

Odwieczny dylemat wynikający z usytuowania między Niemcami a Rosją został rozstrzygnięty i przezwyciężony wraz z naszym akcesem do euroatlantyckich struktur militarnych, politycznych i ekonomicznych. Do Europy, przez Niemcy, amerykańską drogą - oto jest najkrótsze streszczenie optymalnej strategii geopolitycznej dla Polski w XXI wieku.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/