Z punktu widzenia ministra z Krakowa
Tadeusz Syryjczyk


Konstytuowaniu się regionu, w tym również mojego rodzimego, Małopolski, towarzyszy pewien dyskomfort wynikający z wciąż żywego i obecnego, jak ktoś trafnie nazwał, atawizmu centralistycznego. Zbyt często podział decyzji i kompetencji pomiędzy centrum i regionem ulega wypaczeniu.

Dla wielu instytucji zarządzanie z Warszawy ma charakter prestiżowy. Na przykład, wiele placówek kulturalnych lub instytucji naukowych nie wyobraża sobie, że może być nadzorowane i finansowane przez województwo. Być może u podstawy zjawiska tkwi dziwne domniemanie, że establishment ogólnopolski czyli warszawski w rozdziale środków znajdzie pieniądze na finansowanie szkoły artystycznej, a wojewódzki na pewno nie. A niby dlaczego te same elity zebrane w Warszawie sfinansują jakieś przedsięwzięcie, a rozproszone na 16 regionów mają przystąpić do jego likwidacji?

Inny przykład przynosi początek mojego urzędowania. Jednym z pierwszych dokumentów, który przedstawiono mi do podpisu, był wniosek do Rady Ministrów dotyczący podziału na drogi krajowe i wojewódzkie. Zauważyłem, że ilość kilometrów dróg krajowych w okresie pomiędzy projektem dokumentu a jego wersją gotową znacznie wzrosła. Skąd to się wzięło? Powiaty interweniowały, żeby nie oddawać do województw drogi, która przechodzi przez miasto. A pamiętamy, jak narzekano na stan rzeczy, że nie można zsynchronizować własnej sieci ulic z tą jedną zarządzaną z daleka. Jednak prestiż miasta powiatowego, jaki podobno wynika z koloru drogi krajowej w atlasie samochodowym, okazał się być ważniejszy niż czynnik gospodarczy.

Widoczny jest także proces odwrotny. Na przykład w przeciągu ostatnich dwudziestu-trzydziestu lat stopniowo likwidowano regionalne porty lotnicze. W Krakowie nie udało się tego zrobić, ale np. w Pyrzowicach na Śląsku ilość rocznie odprawianych pasażerów zaczynała być znikoma. Stawało się jasne, że poza Warszawą ruch lotniczy miał w perspektywie przestać istnieć. Ten stan rzeczy częściowo uległ zmianie, ale nadal Polskie Porty Lotnicze są firmą, której jądro stanowi port w Warszawie, który, używając nie tak odległej nomenklatury, stanowi jej "zakład wiodący". Ponieważ PPL zarządza także resztą portów, jest oczywiste, że nie ma w tej firmie zainteresowania dla rozwoju regionalnego. Dotychczasowa struktura nie była ruszona, toteż czekają mnie decyzje dotyczące podziału przedsiębiorstwa tak, by oddzielić funkcje państwowe, np. kontrolę ruchu powietrznego od funkcji ekonomicznych samych portów lotniczych, a także na tyle usamodzielnić regionalne porty, żeby mogły się o­ne rozwijać.

Wskazane wyżej przykłady pokazują niedobrą tendencję. Jeżeli zbyt dużo decyzji, pieniędzy i środków lokuje się w stolicy, awans w dużej mierze związany jest z przejściem do centrum. Niewielu jest ludzi, którzy wolą awansować w układzie poziomym np. w województwie czy mieście. Dzisiaj tyle spraw załatwianych jest w stolicy, że właściwie każda większa firma musi mieć delagaturę w Warszawie. Najlepiej widać to poprzez rynek pracy, który w Warszawie wycenia pracę prawników reprezentujących firmy dwukrotnie wyżej niż w Krakowie. Warszawa jest także całkowicie zatłoczona, a nie ma widoków na rozładowanie problemów komunikacyjnych i wielu innych tego miasta. Wspomnę tylko, że minęło już 8 lat, a nie widać postępu w ułożeniu ustroju miasta, widać natomiast narastający bałagan kompetencyjny.

W efekcie ludzie dojeżdżają na pięć dni do stolicy do pracy, ale wolą mieszkać np. w Krakowie, bo uważają, że jest to lepsze miasto do życia, co jest oczywiste, dla Warszawy także.

Jeżeli nie przełamie się tych wszystkich czynników, będzie to oznaczało, że metropolie staną się prowincjami. Wszystko zależy od teraz od władz województw i powiatów. Jeśli dość szybko udowodnią swoją gospodarność, łatwiej będzie dokonywać dalszych przesunięć z centrum i jego redukcji.

Potrzebna jest także większa integracja regionu wokół jego interesu. Przez wiele lat brałem udział w popieraniu różnych krakowskich projektów. Jednak z perspektywy centrum widać, że Śląsk potrafi lepiej się zorganizować i wykazać większą inicjatywę. Chociaż jestem krótko ministrem transportu spotkałem się już z dwoma poważnymi inicjatywami z tamtego regionu. Również "ekumenizm" polityczny Śląska jest większy niż w Małopolsce. Jeśli idzie o pieniądze, to nawet w bardziej od naszego skonfliktowanych politycznie regionach wspólnie dyskutuje się sprawy, działania idą całym frontem i każdy szuka swoich dojść.

Kolejne zagadnienie to kwestia podziału pomiędzy metropolię a miasta powiatowe. Uważam, że nie ma potrzeby przeciążania miast metropolitarnych funkcjami, które dobrze były wykonywane przez stare miasta wojewódzkie czy powiatowe, ponieważ osiągnie się w mikroskali efekt warszawski. Jeżeli człowiek, który wyrabia sobie jakiś dokument musi teraz jechać np. do Krakowa, to jemu jest mniej wygodnie, bo musi jechać, i Krakowowi jest mniej wygodnie, bo przybysz-petent obciąża niepotrzebnie infrastrukturę komunikacyjną i każe zatrudniać następnego urzędnika. Jeżeli skutkiem reform obywatel będzie musiał dalej jeździć, będzie to porażka reformy.

Nie należy mylić obrazu Małopolski z Krakowem, ale oczywiście uwaga odnosi się do każdego regionu i metropolii. Centrum Krakowa, rzeczywiście jest przedmiotem zazdrości, ale to jest wyspa. Zauważmy, że na długą metę usługi turystyczne nie są stabilnym źródłem utrzymania, ponieważ zależą od koniunktury w świecie i każde znaczniejsze jej wahnięcie w dół powoduje, że ludzie rezygnują z tych usług. Potrzebne jest silniejsze oparcie w innych działach gospodarki.

Małopolska jest krajem rolniczym. Ale także tu chcę pokazać pewną dwuznaczność. Chociaż w Polsce zatrudnienie w rolnictwie jest wysokie, to w połowie gospodarstw rolnictwo nie jest podstawowym źródłem utrzymania. Częściowo jest nim "socjal", ale są też osady, bo już tylko formalnie można nazwać je wsią, gdzie ludzie żyją z rzemiosła czy usług (np. produkcji butów lub mebli). Praktycznym skutkiem takiej struktury jest to, że załamanie gospodarcze w Rosji silnie odbija się na ekonomii tych gospodarstw. Ludzi tych nie trzeba przygotowywać do zmiany rodzaju pracy, ponieważ są o­ni związani z rolnictwem tylko z nazwy, ale ważniejsza jest pomoc (np. szkolenia) w zakresie działalności gospodarczej w małych firmach, używając powszechnego na początku lat 90 określenia, w small bussinesie.

Bawaria była jedną z najbardziej rolniczych części Niemiec po wojnie i dotykały jej takie trudności, jak obecną całą południowo-wschodnią Polskę. Dzisiaj Bawaria to jeden z najbogatszych landów w Niemczech, nasycony przemysłami nowych technologii. Czyli z takiej struktury społeczno-gospodarczej też można zajść wysoko, czego Małopolsce życzę.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/