Seks w Kościele Anglikańskim
Leszek Skowroński


Akcenty seksualne były obecne w Kościele anglikańskim już w chwili poczęcia tej instytucji (Henryk VIII utworzył swój kościół narodowy, ponieważ papież nie chciał udzielić mu rozwodu), ale nigdy sprawy seksu nie budziły takich namiętności, jak podczas tegorocznej światowej konferencji biskupów anglikańskich w Canterbury. Duchowni anglikańscy nie mają obowiązku życia w celibacie, więc pytanie o to, kto może legalnie kochać się z pastorem, jest pytaniem jak najbardziej zasadnym. Zasadnym, ale - wydawałoby się - mało interesującym, bo odpowiedź zdaje się narzucać sama: jego poślubiona w obliczu Boga żona. Taka odpowiedź była dobra jeszcze w wieku XIX, ale bardzo niepełna w końcówce wieku XX.

Współczesna odpowiedź jest poszerzona o drugą, trzecią, czwartą itd. żonę. Liczba żon i rozwodów nie jest precyzyjnie dla pastorów ograniczona. Formuła: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza", nawet w przypadku małżeństwa sługi Bożego to budzące zażenowanie dyrdymały, które mogłyby wyjść z ust starej babki z zapadłej angielskiej wsi, ale nie z ust postępowego anglikańskiego pasterza. Jak na razie wyszukanym przez prasę rekordzistą jest pastor, który żenił się cztery razy i wcale nie wstydzi się dalej być przewodnikiem duchowym swej parafii. Wręcz przeciwnie - uważa, że jest to jego mocny punkt, bo potrafi lepiej wczuć się i dać lepsze wsparcie ludziom z podobnie bogatą emocjonalnie przeszłością. Z pastorem kochać może się również mąż, bowiem od paru lat kobiety uzyskały prawo do tego, aby być wyświęcane na pastorów. Wyświęcane są również rozwódki, więc z pastorem-kobietą może kochać się drugi, trzeci itd. mąż.

Biskupi zgromadzeni w tym roku w Canterbury nie sprzeczali się na temat mniej lub bardziej wyszukanych pozycji miłosnych już zalegalizowanych par małżeńskich. Tu sprawa jest rozstrzygnięta i zamknięta: każdy kocha się tak, jak jego albo jej wygimnastykowane w gymie ciało pozwala i zgodnie z tym, co mu wyobraźnia podsuwa. Biskupom z cywilizowanego, liberalnego świata (Anglia, USA, Kanada) chodziło o otwarcie się na nowe przyjemności, doceniane jak na razie tylko przez elity, a przez niewyrafinowane masy wciąż uznawane za praktyki obrzydliwe i nienaturalne.

Lobby anglikańskich pederastów żąda pełnego równouprawnienia, a walka toczy się już o zalegalizowanie w imię Boga związków homoseksualnych. Kiedy Parlament dekryminalizował w latach 60. praktyki homoseksualne, to intencją posłów nie było uznanie tych praktyk za normalne albo naturalne, lecz stwierdzenie, że dobrowolne oddawanie się temu zboczeniu przez osoby dorosłe nie stanowi zagrożenia dla reszty społeczeństwa i karanie tej dewiacji jest zbędne. Usunięcie piętna nielegalności dało jednak impuls do coraz słabszego postrzegania homoseksualizmu jako dewiacji. Krążył wówczas dowcip: "Kiedyś karano za to śmiercią. Dzisiaj jest to legalne. Nie pozostanie nic innego, jak emigrować, gdy praktyki te będą przymusowe". Po trzydziestu latach przytoczony żart przestał być żartem. Do dobrego tonu należy afiszowanie się swym homoseksualizmem. Tony Blair - premier obecnego laburzystowskiego rządu - uznał za wskazane dać ministerialna tekę homoseksualiście, a funkcje wiceministra lesbijce. Minister kultury Chris Smith jest praktykującym pederastą. Na pytanie dziennikarza, który z kolegów w rządzie jest w jego typie, wymienił między innymi swego szefa Tony'ego Blaira. Praktykowanie pederastii nie jest wprawdzie przymusowe, ale przymusowa jest już akceptacja tych praktyk.

Biskupi wysłuchali prezentacji poglądów siedmiu grup ze stowarzyszenia chrześcijańskich pederastów i lesbijek pod nazwa "Zmienić nastawienie" (Changing Attitude). W grupach byli między innymi proboszcz-homoseksualista, pastor-lesbijka i pastor-homoseksualista, który był uprzednio ożeniony i ma dzieci. Jego Wielebność Jack Spong, amerykański biskup z New Jersey jest reprezentantem najbardziej liberalnej części anglikańskiego duchowieństwa, w tym około 150 biskupów. Domagał się w ich imieniu, by Kościół akceptował, błogosławił i wręcz popierał monoseksualne związki i nie stwarzał przeszkód w wyświęcaniu na duchownych praktykujących lesbijek i pederastów. Arcybiskup Kanady David Crawley argumentował nawet, że życie w związku homoseksualnym można określić jako "życie w cnocie".

Konferencja zakończyła się jednak przegraną biskupów-liberałów. Pierwszy bowiem raz w historii tych spotkań liczba biskupów z Afryki i Azji była większa niż z krajów liberalnego Zachodu. W Afryce i Azji homoseksualizm jest postrzegany jako coś nienaturalnego, albo - jak to wyrażali niektórzy biskupi afrykańscy - jako "choroba białego człowieka". Biskupi liberalni otwarcie ubolewali nad "prymitywizmem" swych afrykańskich braci. Biskup Spong ujął to elegancko: "Afrykańscy chrześcijanie od animizmu przeszli wprost do bardzo zabobonnego modelu chrześcijaństwa", co przetłumaczone na język mniej elegancki miało oznaczać, że według wielebnego Jacka Sponga biskupi afrykańscy dopiero co zeszli z drzew i nie są w stanie, ze względu na swe zacofanie, sympatyzować z homoseksualizmem tak namiętnie, jak biskupi ze świata cywilizowanego. Afrykańczycy zażądali oficjalnych przeprosin od całej grupy biskupów amerykańskich i pod ich naciskiem Jego Wielebność Jack Spong chrześcijan afrykańskich przeprosił.

Przeproszeni zostali również homoseksualiści. Ponieważ uczestnicy konferencji przegłosowali, głównie głosami biskupów Trzeciego Świata, rezolucje o utrzymaniu tradycyjnego poglądu na stosunki homoseksualne, arcybiskup Canterbury dr George Carey uznał, że jego obowiązkiem jest prosić homoseksualistów o wybaczenie "za ból, jakiego doznali ze strony Kościoła". Arcybiskup Dawid Crawley z Kanady wyznał, że nie mógł powstrzymać się od szlochu, gdy słyszał niektórych braci biskupów tak uparcie i zatwardziale obrażających pederastów i lesbijki.

Rezolucje konferencji biskupów nie maja mocy nakazu. Oznacza to, że w praktyce decyzje należą do biskupów. Były arcybiskup Canterbury, obecnie Lord Runcie przyznał, że wyświęcał świadomie na pastorów praktykujących homoseksualistów. Inni biskupi też to czynią. Jeden z najwyższych rangą biskupów zapytany, czy to znaczy, że pastor pederasta lub lesbijka mogą żyć ze swymi partnerami pod warunkiem, że niezbyt z tym się afiszują, odpowiedział: "W praktyce - tak".

Kościół anglikański jest liberalny, elastyczny, otwarty na nowości. Postępowych duchownych, wydaje się, najbardziej zraniłby zarzut, że trzymają się kurczowo jakiejś Świętej Księgi czy starodawnych reguł wyrytych na kamiennych tablicach. Słyszeliśmy więc niedawno o pastorze, który udowodnił, że Bóg nie istnieje i opublikował o tym książkę. Hierarchia kościelna potrzebowała wprawdzie 12 miesięcy, by podjąć decyzje o wypowiedzeniu mu pracy i usunięciu z probostwa, niemniej jednak aktywny głosiciel ateizmu dostęp do ambony utracił. Jest to niepokojący dla liberałów sygnał, iż wśród anglikańskich duchownych wciąż przeważa staroświecki pogląd, że Bóg istnieje.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/