Ile polityki w budżecie?
Tadeusz Syryjczyk


Trwa debata o podatkach, zbliża się debata budżetowa. Każda nowa generacja posłów i polityków przychodzi z wyobrażeniem o możliwości dokonywania istotnych zmian, kształtowania nowych programów rządowych wymagających finansowania. Na tym tle rodzą się projekty ustaw dwojakiego rodzaju. Pierwszy to koncepcje wydatkowania środków na różne cele: zwiększenie świadczeń socjalnych, zasiłków rodzinnych, płac pracowników zatrudnianych przez rząd (tak zwana sfera budżetowa), wypłacenia rolnikom określonych kwot jako zwrotu części kosztów paliwa itd. Każda taka ustawa, podobnie jak zdarzające się w trakcie roku nowelizacje, oznacza wydawanie pieniędzy zebranych od podatników. Nie są to wydatki jednorazowe, lecz często długotrwałe zobowiązania państwa do systematycznego ponoszenia takich wydatków przez kolejne lata. Czasem nie sposób przewidzieć konsekwencji takich decyzji, często bowiem czynniki decydujące o skali wydatków są trudne do przewidzenia i oszacowania. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy operujemy wypłata określoną jako pewien procent od cen, wynagrodzeń, a więc kwot, które w gospodarce rynkowej ulegają zmianom nie na skutek woli rządu lub sejmu, ale w rezultacie procesów zależnych od wielu czynników, niekiedy trudnych do ogarnięcia. Drugi rodzaj ustaw to nowelizowanie prawa podatkowego. Tworzenie każdej ulgi, odliczenia i innych uprawnień dzięki którym większa lub mniejsza liczba spośród milionów podatników może zmniejszyć dokonywaną wpłatę, powoduje zmniejszenie dochodów budżetu.

Korygowanie decyzji raz podjętych jest niesłychanie trudne, z przyczyn zarówno prawnych, jak i politycznych. Trybunał Konstytucyjny w Polsce przyjął bardzo rozległą zasadę ochrony praw nabytych, a więc wycofanie jakiegoś prawa musi być dokonywane z dużym wyprzedzeniem, a w niektórych przypadkach jest praktycznie niemożliwe. Część prawników idzie bowiem w wątpliwym, ale i niebezpiecznym kierunku. Na przykład: kto podjął pracę, ten już nabył prawa emerytalne wedle określonego systemu, a więc niektórych szczególnych przywilejów nie można odbierać nie tylko tym osobom, które już są na emeryturze, ale także tym, które podjęły pracę. To oznacza, że niektóre absurdy systemowe mogłyby być skutecznie usunięte po upływie kilkudziesięciu lat od roku podjęcia decyzji. Do tego dochodzi czynnik natury politycznej. Dobro wspólne, jakim jest stabilny pieniądz, nie ma wielu obrońców, przynajmniej do czasu, gdy brak dbałości o walutę staje się przyczyną inflacji. Jednak ten zły skutek niedobrej polityki następuje z opóźnieniem i często cięgi zbierają raczej ci, co naprawiają, niż ci, co pieniądz popsuli. Za to wokół każdego konkretnego świadczenia lub ulgi z natury rzeczy powstaje grupa ludzi zainteresowanych ich utrzymaniem. Także zaciąganie kredytu ma skutki długofalowe. Zapewne w latach siedemdziesiątych mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że zaciągane wtedy kredyty zagraniczne będą spłacane jeszcze w 2024 roku. W istocie błędy ekonomiczne ówczesnych rządów, a także doraźną poprawę konsumpcji znacznej części społeczeństwa, która nie miała pokrycia w produkcji, sfinansują przyszłe pokolenia. Wprowadzanie do ustaw zupełnie nowych, a nie przemyślanych rozwiązań, obciąży - może nie aż tak drastycznie - ale w podobny sposób przyszłe budżety.

Wynagrodzenia, wspomaganie ZUS-u i Kasy Rolniczych Ubezpieczeń Społecznych, a także spłata długów, tworzą sztywną część budżetu. Wydatki na rozpoczęte inwestycje - budowy dróg, szpitali, zapór wodnych - można odkładać, ale kosztem tego, że pieniądze już wydane są zamrożone, a niedokończona budowla niszczeje i kosztuje coraz drożej. Gdy mówi się, że jakiś nowy wydatek to "tylko" 1% budżetu, który w 1998 roku zamyka się kwotą 143 mld zł, to warto pamiętać, że względnie mała część budżetu jest elastyczna. Całe wydatki na transport - w tym drogi - to niewiele ponad 2,5 mld zł, zaś na szkoły niespełna 4 mld zł. Rozdanie bez większych skutków gospodarczych ponad 1,5 mld zł na tak zwane paliwo rolnicze to omal połowa wydatków na szkolnictwo wyższe i prawie tyle co na drogi. Takich projektów jest więcej i to nie ich autorzy są postrzegani jako przeciwnicy lepszego finansowania nauki, na którą wydaje się też około 2,5 mld zł.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/