Za podatkiem liniowym
Marek Dąbrowski


Propozycja liniowego podatku dochodowego od osób fizycznych pojawiła się po raz pierwszy w czasie debaty budżetowej w 1993 roku, zgłoszona przez Kongres Liberalno-Demokratyczny, ale nie zyskała wówczas poparcia i szybko poszła w zapomnienie. Mam nadzieję, że obecna propozycja wysunięta oficjalnie przez wicepremiera Balcerowicza, a od kilku lat popularyzowana przez Centrum im. Adama Smitha, nie podzieli losu swojej poprzedniczki. Jest to idea warta poparcia zarówno ze względu na argumenty ekonomiczne, jak i ze względu na usprawnienie organizacji i administracji systemu podatkowego.

Argument ekonomiczny

W każdej działalności zarobkowej i gospodarczej istnieje pewien punkt optymalny, poza którym dalsze zwiększanie skali działalności wiąże się z rosnącymi kosztami krańcowymi - tzn. uzyskanie każdej dodatkowej jednostki dochodu kosztuje coraz więcej, co jest związane z ograniczonym potencjałem wytwórczym lub możliwościami pracy człowieka. Jeśli na to nakłada się progresywny podatek dochodowy, który zakłada, że każda kolejna jednostka dochodu jest coraz wyżej opodatkowywana przez państwo, mamy do czynienia jakby z podwójnym działaniem rosnących kosztów krańcowych uzyskiwania dochodu netto.

To zniechęca do podejmowania dodatkowej aktywności. Inną możliwością jest podjęcie dodatkowej działalności, ale już w sferze gospodarki nierejestrowanej i w ten sposób uniknięcie opodatkowania. W pewnym stopniu progresywny system podatkowy zachęca do ucieczki w tzw. szarą strefę.

Zatem propozycja liniowego podatku eliminuje jeden z dwóch elementów rosnących kosztów krańcowych i w tym sensie zwiększa atrakcyjność dodatkowej działalności gospodarczej. (Nie należy jednak sądzić, że znosi do końca pokusy do prowadzenia działalności nierejestrowanej, ale znacząco ją zmniejsza).

Administracja podatkami

W tym obszarze korzyści są nie mniej istotne, a może i bardziej rzucające się w oczy. Przy podatku liniowym (bez ulg, bo taka jest propozycja Ministerstwa Finansów) odpada konieczność kumulacji dochodów małżonków w celu złagodzenia progresji i dylematy do jakiego momentu i z kim wspólnie obliczać dochody. Pozbywamy się dyskusji dotyczących samotnych matek, samotnych rodziców i wszystkich problemów natury prawno-konstytucyjnej. Odpada problem rocznego sprawozdania, który robiony jest właśnie dlatego, że system comiesięcznych zaliczek nie jest w stanie uchwycić właściwej progresji oraz ująć wszystkich ulg podatkowych. Przy podatku liniowym dochód może być opodatkowany już u źródła jego powstawania, czyli ten kto wypłaca np. wynagrodzenie albo honorarium, od razu odprowadzałby podatek zamiast zaliczek. Uprościłoby to znacznie proces poboru podatku, uczyniło go znacznie bardziej przejrzystym i zrozumiałym dla ludzi, odpadły niewdzięczny obowiązek wypełniania PIT-ów i licznych pomyłek natury technicznej, wynikających z niezrozumienia mechanizmów progresji lub pomyłek arytmetycznych, które są częstym powodem uchybień w zeznaniach podatkowych.

Odpada również część dylematów, czy i jakie dochody podlegają opodatkowaniu (oczywiście nie wszystkie, ponieważ nadal pozostaje problem, co jest dochodem a co kosztem uzyskania); znacznemu uproszczeniu ulega również szereg sporów interpretacyjnych, które istnieją wokół prawa podatkowego.

Wynika z tego, że w aparacie skarbowym obsługa podatku liniowego angażowałaby mniej ludzi, którzy mogą np. wzmocnić obsługę innych podatków lub zająć się walką z przestępczością podatkową.

Jeśli propozycja ta jest tak atrakcyjna, to czy można być pewnym, że zostanie przyjęta? Niestety takiej pewności nie ma. Nie będąc specjalistą od prognoz politycznych trudno wyrokować, jakie będzie ostateczne rozstrzygnięcie, natomiast można przewidzieć argumenty przeciw temu podatkowi.

Argumenty tzw. społeczne

Pierwsza grupa argumentów zakwestionuje samą zasadność zniesienia progresji podatkowej poprzez odwołanie się do poczucia sprawiedliwości społecznej i ochrony grup niżej zarabiających. Dowiemy się także, że w większości krajów świata istnieją progresywne systemy podatkowe, często o bardziej stromej progresji i większej ilości stawek podatkowych niż w Polsce. (Znanym wyjątkiem z niedalekiego sąsiedztwa jest Estonia, w której już na samym początku transformacji wprowadzono 26 proc. liniowy podatek dochodowy; funkcjonuje o­n sprawnie i jest jednym z czynników dynamizujących wzrost gospodarczy tego kraju).

Jak należy popatrzeć na te argumenty? Argument ekskluzywności, tj. że Polska odstawałaby od większości krajów nie jest jeszcze argumentem merytorycznym i najkrócej można powiedzieć, że jeżeli większość coś robi, nie znaczy, że robi to dobrze.

Odnosząc się do hasła sprawiedliwości społecznej wszystko zależy od sposobu rozumienia tego pojęcia. Czy sprawiedliwość społeczna to równy podział dochodów, niezależny od wkładu pracy, osiąganych wyników, przedsiębiorczości, produktywności czy, wręcz przeciwnie, że dochody powinny być proporcjonalne do wkładu pracy; w końcu to nawet marksizm lansował regułę prawa podziału według pracy.

Żaden działacz związkowy czy propracownicze partie polityczne nie kwestionują reguły kodeksu pracy, że za godziny nadliczbowe albo pracę w dni ustawowo wolne pracownik dostaje się wyższe wynagrodzenie. A przecież progresywny podatek dochodowy zdejmuje część tych korzyści, więc można zakwestionować tezę, że liniowy podatek jest mniej sprawiedliwy od progresywnego.

Dodatkowym argumentem "za" jest to, że uliniowienie podatku dochodowego mogłoby się dokonać na poziomie około 18%, czyli niższym niż najniższa stawka podatku dochodowego. Wynika z tego, że skorzystaliby na tym wszyscy, tyle że osoby lepiej zarabiające w większym stopniu. Widać tu różnicę z wariantem estońskim oraz z propozycją z 1993 r., gdy mówiło się o stawce dwudziestu kilku procent, co wiązało się ze wzrostem opodatkowania dla osób o najniższej stawce podatkowej. Obecna propozycja daje każdemu korzyści.

Można wysunąć dodatkowy argument tzw. społeczny: jeśli walczy się z ubóstwem i pomaga ludziom najgorzej sytuowanym, to najbardziej skutecznym środkiem realizacji tych celów jest wzrost gospodarczy. A ponieważ proponowany system podatkowy bardziej temu sprzyja, lepiej też rozwiązuje problemy społeczne. Można równo dzielić dochody, tylko przy zerowym wzroście albo spadku dochodu narodowego korzyść z tego będzie niewielka. I odwrotnie: zgoda na zróżnicowanie dochodów umacnia motywację u osób przedsiębiorczych a wzrost gospodarczy tworzy nowe miejsca pracy, generuje dodatkowy popyt i napędza gospodarkę na czym zyskuje całe społeczeństwo. Grupy najniżej zarabiające najbardziej korzystają ze wzrostu gospodarczego i najbardziej narażone są na koszty społeczne w wypadku zahamowania tego wzrostu.

Ulgi

Druga grupa argumentów "przeciw" związana będzie z likwidacją ulg podatkowych. Można oczywiście sobie wyobrazić wariant liniowy przy ich zachowaniu, ale wówczas stawka podatku dochodowego musiałaby być znacznie wyższa niż te 18 proc., co wyeliminuje zaletę, że stawki ulegają obniżeniu dla wszystkich (dla najniżej zarabiających uległaby o­ne podwyższeniu) oraz nie nastąpiłoby uproszczenie administrowania podatkiem do tego stopnia, jak w wariancie bez ulg.

Sprzeciw wobec likwidacji ulg będzie wyrażany zarówno przez zwolenników tzw. sprawiedliwości społecznej, którzy będą próbowali udowodnić, że likwidacja ulg mieszkaniowych uderza w mniej zarabiających. Argument ten można łatwo obalić, ponieważ statystyka pokazuje, że z ulg korzystają przede wszystkim osoby lepiej zarabiające i jest tak nawet po zmianie formuły naliczania ulg, wprowadzonej od początku 1997 r. (odliczanie ulg od podatku a nie od podstawy opodatkowania). Wiadomo, że efektywna stawka podatku grup dobrze zarabiających jest niższa od nominalnej właśnie w wyniku wykorzystywania ulg.

Sprzeciwu można także spodziewać się ze strony licznych lobbies: ulgę podatkową łatwo jest utworzyć, ale wraz z nią tworzy się grupa nacisku, która jest jej beneficjentem. Przede wszystkim tak będzie się działo z ulgami mieszkaniowymi, o­ne są najistotniejsze i obrosły grupami poparcia. Ich obrońcy mogą dość łatwo wysuwać argument, że występuje spadek budownictwa mieszkaniowego, jest to wielki problem społeczny, że w kraju o niewysokich dochodach jest to jedna z możliwości sprzyjających rozwiązaniu kwestii mieszkaniowej itd.

Podobnie, choć w mniejszym stopniu, wystąpią obrońcy ulg za płatne nauczanie i prywatne usługi medyczne. We wszystkich tych trzech przypadkach obrońcy ulg będą się rekrutować nie tylko ze środowisk populistycznej lewicy lub prawicy, ale również środowisk prorynkowych. Trzeba pamiętać o doświadczeniu z ograniczaniem dużych "starych" ulg mieszkaniowych: to środowiska proreformatorskie były głównymi ich obrońcami.

Argumenty te będą trafiać na podatny grunt również dlatego, że korzyści z likwidacji ulg będą rozproszone, a straty skoncentrowane; tak się dzieje przy likwidacji wszelkiego rodzaju przywilejów grupowych.

Trzeba też wziąć pod uwagę brak jednolitego stanowiska w koalicji rządzącej; w końcu to w znaczącej części AWS pojawiła się koncepcja przeciwna tej, którą zaprezentował wicepremier Balcerowicz, tj. pomysł rozszerzenia prorodzinnych ulg podatkowych. Czyli zderzą się różne koncepcje i interesy polityczne.

Kompensacja i konkurencja

Z fiskalnego punktu widzenia istotne jest, czy stawka liniowa 18 proc., przy wyeliminowaniu ulg, zapewni dotychczasowy poziom wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych, a jeśli nie, to w jaki sposób można to skompensować, szczególnie jeżeli równolegle zaczyna się obniżać podatek od osób prawnych. Jedyną możliwością jest podniesienie wpływów z podatków pośrednich, przede wszystkim z VAT-u i akcyz. W tym drugim przypadku myślę o akcyzach na paliwa, ponieważ ich poziom jest jeszcze niższy w Polsce niż w krajach europejskich, szczególnie w Niemczech, Holandii i Austrii. W przypadku alkoholi i wyrobów tytoniowych akcyzy też są niższe niż w innych krajach Unii, ale tu możliwości podnoszenia stawek są ograniczone, ze względu na możliwość przechodzenia produkcji i dystrybucji tych dóbr do sfery nielegalnej. Natomiast ciągle występują istotne rezerwy w podatku VAT: można dalej rozszerzać bazę poboru tego podatku, poprzez likwidację istniejących wyłączeń, ulg oraz zakresu stosowania stawki preferencyjnej.

Zdecydowanie jednak nie rekomendowałbym podwyższania stawki VAT-u, jest o­na i tak już jedną z wyższych i w miarę wstępowania Polski do UE, powinna ulegać nawet obniżeniu dla zapewnienia jej konkurencyjności: konsumenci będą mogli z łatwością przemieszczać się za granicę, żeby kupować towary tam, gdzie podatki pośrednie będą niższe.

Konkurencja zaistnieje także w obrębie podatków bezpośrednich: wprowadzenie podatku liniowego na poziomie 18 proc. byłoby bardzo śmiałym posunięciem, przyciągającym już teraz podatników z innych krajów, a w przyszłości prawdopodobnie w jeszcze większym stopniu (zamiast ucieczki do krajów o niższych podatkach).

Kompensowanie podatkami pośrednimi ewentualnego ubytku z podatków bezpośrednich sprzyja właściwej motywacji, ponieważ podatki te mniej zniechęcają do działalności gospodarczej, oszczędności i inwestycji, a obciążają konsumpcję. Poza tym VAT w ogóle dyscyplinuje obrót gospodarczy i zachęca do korzystania z legalnych źródeł zakupów, żeby móc otrzymywać zwrot tego podatku. Dodatkowo jest prostszy w administrowaniu, więc taki manewr kompensacyjny, uczyniony w rozsądnych granicach, usprawnia system podatkowy.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/