Dalecy kuzyni wuja Sama
Janusz A. Majcherek


Integracja z Unią Europejską stanowi niewątpliwie priorytet polskiej polityki zagranicznej, a jednocześnie stwarza najbardziej obiecującą perspektywę stabilnego i długofalowego rozwoju gospodarczego, prowadzącego do uzyskania przez Polaków standardu życia (w jego całości, nie tylko aspektach materialnych) porównywalnego z innymi Europejczykami. Proces tworzenia unii ekonomicznej i politycznej państw europejskich, w którym Polska będzie niedługo aktywnie współuczestniczyć, ma w skali kontynentu charakter uniwersalistyczny, lecz w perspektywie globalnej spełnia także cele partykularne, egoistyczne. Nikt specjalnie nie ukrywa, że chodzi także o ukształtowanie rynku, którego rozmiary mogłyby jego uczestnikom oraz nadzorującym go instytucjom pozwolić na rywalizację ze Stanami Zjednoczonymi, Chinami i Japonią. Im bardziej pogłębia się europejska integracja, tym bardziej zaostrza się więc rywalizacja z innymi kręgami i organizmami gospodarczo-politycznymi, im więcej znika barier wewnętrznych, tym więcej ich powstaje na zewnątrz wspólnego rynku. Włączając się do Unii Europejskiej stajemy się więc w coraz większym stopniu uczestnikami pewnego rodzaju konfrontacji z innymi obszarami na świecie, a pełne członkostwo w UE narazi nas na różne nieprzyjemne tego skutki. Im lepsze będą nasze stosunki gospodarcze z Europą, tym gorsze mogą być choćby z Ameryką. Pierwsze tego symptomy już się pojawiły, w postaci amerykańskich trudności z przedłużeniem Polsce uprzywilejowanego statusu handlowego, a więc także preferencji celnych na polskie towary. Przyczyną są różnice w stawkach celnych stosowanych przez Polskę wobec towarów z UE i USA. Niedługo wobec krajów UE nie będziemy już stosować żadnych ceł.

Pewien prelegent swoją opowieść o historii Wlk. Brytanii rozpoczął od równie oczywistego, co wymownego i wiele tłumaczącego stwierdzenia: "Panie i panowie, Anglia jest wyspą". Podobnie można przyjąć banalną konstatację, że Polska leży w Europie. Kierunek polskich aspiracji politycznych i cywilizacyjnych jest wyznaczony przez geografię. Równie oczywisty charakter ma nieco wyświechtane, a przecież niepodważalne stwierdzenie, że polska droga do Europy prowadzi przez Niemcy. Obecnie 3/4 polskiej wymiany handlowej przypada na kraje Unii Europejskiej, a 1/3 na Niemcy.

Gdyby jednak można było geografię ignorować lub położenie geograficzne zmieniać, to kto wie, czy nie lepszym dla Polski wariantem byłoby przyłączenie się do NAFTA - Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu niż do Unii Europejskiej.

Proces tworzenia w pełni zintegrowanego rynku europejskiego, a zwłaszcza jednolitej waluty w nim obowiązującej, nie przebiega bez kłopotów i perturbacji. Surowe kryteria wyznaczone w Maastricht są spełniane w dużym stopniu dzięki sztuczkom księgowym, a przyspieszone przyduszanie niektórych wskaźników wywołuje skutki recesyjne, zaś restrukturyzacja skutkuje wysokim bezrobociem. Stany Zjednoczone mają natomiast uniwersalną walutę od dziesięcioleci, zlikwidowały deficyt budżetowy bez przyjmowania żadnych kryteriów i zobowiązań, zredukowały inflację bez trudności do poziomu nieosiągalnego dla wielu krajów europejskich, a wszystko to przy rosnącym i wyższym od europejskiego tempie rozwoju gospodarczego oraz poziomie bezrobocia, który z europejskiej perspektywy można uznać za rewelacyjny.

Z grubsza wiadomo na czym polegają różnice między zachodnioeuropejską a amerykańską odmianą kapitalizmu: sprowadzają się o­ne do słowa "social", a właściwie "sozial", przydawanego tej pierwszej. Inaczej mówiąc, gospodarka europejska jest w większym stopniu poddana regulacjom zmierzającym do realizowania przez nią celów pozaekonomicznych, co musi się odbijać na efektywności mierzonej czysto ekonomicznymi kryteriami. Gdyby można się w Polsce posługiwać tylko tymi ostatnimi, to wybór odpowiedniego modelu gospodarczego byłby bezdyskusyjny. Droga do Ameryki jest znad Wisły jednak jeszcze dłuższa niż do Europy.

Problemy stąd wynikające mają nie tylko ekonomiczny charakter. Budowniczowie Unii Europejskiej często i chętnie powoływali się i powołują na inspiracje kulturowe, wspólne dziedzictwo i europejską tożsamość. Integracja ma sprzyjać jej zachowaniu i umacnianiu, ale jednocześnie wymaga obrony, co często przyjmuje formę izolowania od wpływów zewnętrznych. Jedną z tendencji stąd wynikających jest powstrzymywanie imigracji spoza tego obszaru, a drugą stosowanie rozmaitych kwot limitujących dopływ wytworów kulturowych do Europy, zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych. Tymczasem to USA, nie stosujące metod zapisanych w traktacie z Schengen, pomawiane są o skłonności izolacjonistyczne. A przecież są o­ne nadal krajem imigrantów, przyjmują wciąż ogromne ich rzesze z całego świata, stwarzając im perspektywy nieskrępowanego rozwoju, w tym kulturowego, bez wyznaczania żadnych jego warunków wstępnych - nawet propozycje ustawowego zagwarantowania angielszczyźnie statusu języka oficjalnego wywołują w USA kontrowersje co do zgodności z konstytucją. W tym samym czasie kraje Unii Europejskiej mnożą bariery dla przybyszy z zewnątrz, a i tak mają poważne problemy z ich asymilacją. Jednocześnie stwarzają instytucjonalne przeszkody dla wytworów kultury pozaeuropejskiej, skierowane przede wszystkim przeciw amerykańskiej kulturze masowej, która mimo to przeżywa silną ekspansję.

Co tu dużo mówić, "american way of life" pozostaje niezmiennie, a może nawet coraz bardziej atrakcyjna dla masowego społeczeństwa, choć jest w gruncie rzeczy tak bardzo indywidualistyczna. Nie można też zaprzeczyć, że Ameryka zawsze budziła u Polaków zacznie więcej podziwu niż obaw, niezależnie zarówno od komunistycznej propagandy przeciw kapitalistycznym imperialistom, jak i agitacji intelektualistów przeciw imperializmowi kulturowemu, mcdonaldyzacji i hollywooodzkiej masówce. Plebejskie społeczeństwo biedaków swój wzór i ideał dostrzegało raczej w plebejskim społeczeństwie bogaczy, niż w europejskich społeczeństwach stanowych, kształtowanych przez stulecia i mających sięgające tysięcy lat, odrębne tradycje kulturowe. Plebejuszowi o niewyszukanym rodowodzie łatwiej zostać bogaczem, niż arystokratą, łatwiej zmienić swój los niż historię, a przyszłość bardziej niż genealogię. Polacy w Europie są i długo jeszcze będą ubogimi i młodszymi krewnymi, włączonymi do rodziny dzięki politycznym mezaliansom, w Ameryce i wobec Amerykanów nie muszą mieć kompleksów niskiego urodzenia i wstydzić się biednych przodków.

Europejczycy nie przeoczyli polskich sympatii do Stanów Zjednoczonych. Do licznych zastrzeżeń proceduralno-formalnych, zgłaszanych pod adresem Polski i komplikujących proces jej włączania do Unii Europejskiej, ostatnio coraz częściej dołączają wątpliwości co do lojalności Polaków wobec Europy i jej interesów, wynikające z podejrzeń o sprzyjanie interesom amerykańskim. Niektórzy europejscy politycy pytają, czy Polska nie stanie się amerykańskim koniem trojańskim w strukturach europejskich i wspólnym rynku. Zwłaszcza, że wcześniej znajdzie się w NATO, gdzie USA odgrywają rolę dominującą, co stworzy im możliwość kształtowania nieformalnej wspólnoty interesów z Polską, oddziaływania na sposób definiowania przez nią samą jej własnych interesów, a nawet zdobywania w niej, za pośrednictwem lobby przemysłowo-militarnego, wpływów ekonomiczno-handlowych.

Wszystkie polskie sympatie, podobieństwa czy pokrewieństwa wobec Amerykanów i Stanów Zjednoczonych nie mogą jednak zmienić współrzędnych geograficznych i geopolitycznych, z których wynika, że polska droga do Ameryki wiedzie przez Europę (bo przecież wariant przez Rosję, czyli syberyjski, nie tworzy poważnej alternatywy), a do Europy przez Niemcy. Gdyby Polska miała taką pozycję jak Anglia, leżąca na wyspie i mająca zarówno do Europy, jak Ameryki bezpośredni dostęp przez swobodne wody, miałaby o wiele większe możliwości niż ma rzeczywiście.

Ale polityka jest sztuką wykorzystywania możliwości rzeczywistych, a nie urojonych. Mając szanse znalezienia sojuszników zarówno w Europie, jak Ameryce, Polska powinna umiejętnie z nich korzystać. Umiejętnie, to znaczy tak, aby zbliżenie z jednymi nie pogarszało stosunków z drugimi. Jedni i drudzy są bowiem Polsce bardzo potrzebni. Niezbędna jest więc polityka, która potrafi to zapewnić. Jasne, że nie będzie o­na łatwa. Ale cóż, Polska nie jest wyspą...



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/