Podatek powszechny
Tadeusz Syryjczyk


Kiedy rozpoczyna się dyskusja o podatkach od razu pojawia się spór: czy bogaci powinni płacić na biednych, czy też nie. W Polsce system podatkowy ukształtowany jest w ten sposób, że osoby bardziej zamożne na ogół korzystają z ulg podatkowych. Niektórzy specjaliści uważają, że możliwość ulg, odpisów i darowizn wprowadza się głównie po to, żeby zachęcić podatników o wyższych dochodach do ich ujawniania. A więc ustawodawcy nie miałoby chodzić o ukierunkowanie wydatków ludzi na jakieś cele zgodne z polityką państwa, tylko wprowadza o­n element polityki fiskalnej, żeby wyeliminować szarą strefę. Praktycznie biorąc progresja połączona z możliwościami odpisów ekonomicznie neutralizują się wzajemnie: dochód ludzi zamożnych podlega większej progresji i powinni o­ni płacić od nadwyżek większe kwoty, a faktycznie korzystają z wielu ulg i podatek ulega obniżeniu.

Czy nie lepiej zatem od razu stworzyć system podatku liniowego, który jest pod wieloma względami prostszy i połączyć taką operację z wykasowaniem ulg i odpisów? Jeżeli do tego dodamy, że w finansowaniu nauki proponuje się bon szkolny, a więc będzie można za każdą szkołę o statusie publicznej płacić pieniędzmi publicznymi, to odpis na cele edukacyjne staje się niepotrzebny. Podobnie w przypadku systemu kontraktowego w kasach chorych traci na znaczeniu ulga zdrowotna.

Kolejna sprawa to skłonność do oszczędzania - w Polsce ciągle jej wielkość jest zbyt niska. Byłoby lepiej, gdyby nadwyżki finansowe trafiały poprzez system oszczędnościowy na rynek kapitałowy i służyły kredytowaniu każdego, kto ma pomysł na ich wydanie w sposób zaakceptowany przez bank. Uważam, że podatek liniowy połączony z likwidacją ulg będzie sprzyjał oszczędzaniu. Podam przykład: po ogłoszeniu propozycji uliniowienia podatku dochodowego, w trakcie jednego ze spotkań, usłyszałem argument, że dotychczasowy system ulg powoduje irracjonalne wydawania pieniędzy - np. gdy ktoś rozbudowuje się bezustannie, ale nie z oczekiwanej przyjemności mieszkania, ale dlatego żeby nie zapłacić podatku. Może więc byłoby lepiej, żeby o­n i tak nie płacił tej nadwyżki i oszczędzał zgodnie ze swoimi prywatnymi celami. Jakiś procent podatników w zakresie tych celów na pewno wybierze oszczędzanie.

Wreszcie warto zwrócić uwagę na to, że system podatkowy powinien być upowszechniony. Osoby prowadzące działalność w małej skali płacą podatek zryczałtowany, jest o­n uzależniony od obrotu, ale w drobnych formach działalności dochody na ogół są proporcjonalne do obrotu. Tak więc, mamy tu do czynienia nawet z elementem degresji, ponieważ przy małych obrotach zysk jest mniejszy a podatek taki sam. Podatek zryczałtowany płacony od wielkości obrotu de facto jest podatkiem liniowym i nikt na to specjalnie nie narzeka.

Podobnie faktycznie degresywny jest podatek rolny, który teoretycznie jest podatkiem majątkowym, ponieważ jest naliczany od hektarów gruntu, niemniej stawka nie jest uzależniona od wartości ziemi, ale od ceny zboża, a to oznacza że jest to zryczałtowany podatek od dochodu. I to jakoś nie gorszy, że rolnik, który ma dwa hektary i ten, który ma dwa tysiące hektarów płacą taki sam procentowo podatek od hektarów, czyli od dochodów, a być może jest nawet tak, że ten drugi procentowo płaci mniejszy podatek dzięki korzyści skali w gospodarstwie.

Zdaję sobie sprawę z tego, że politycznie trudno jest przeprowadzić operację zarówno zmniejszania progresji, jak i wprowadzania podatku liniowego. Dlatego, że trzeba znacznie obniżyć podatek dla najbogatszych, a niewiele dla osób mniej zamożnych. Ale zapomina się, że podatek dochodowy był kiedyś tylko liniowy i dzisiejsza propozycja nie jest jakąś operacją szczególną, lecz powrotem do rozwiązań sprawdzonych.

Gdyby próbować określić ten podatek politycznie tzn. w opozycji pomiędzy liberalizmem a etatyzmem, oczywiście jest to podatek bardziej prawicy niż lewicy. Jak jednak wiadomo w Polsce nie ma wyraźnej korelacji pomiędzy prawicowością w znaczeniu ideologicznym a liberalizmem skierowanym antyetatystycznie. Myślę więc, że część ugrupowań prawicowych poprze ten podatek ze względu na gospodarkę, część nastawi się na większą redystrybucję przez państwo (np. poprze podatek rodzinny, który nie wykluczam, może da się wkomponować w system podatku liniowego) tym samym reprezentując oblicze socjalne.

Zauważmy, że ponieważ ludzie mniej zamożni nie korzystają z ulg, nie widzą też sensu w ich istnieniu. Tak więc poparcie dla tego podatku może być większe niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Na koniec chciałbym przypomnieć, że zejście ze stawki maksymalnej 90 proc. zabrało kilkanaście lat, więc nawet jeżeli na początku poparcie będzie słabe, trzeba się nastawić na systematyczną, długotrwałą pracę i prezentowanie zalet rozwiązania.

Można też dojść do podatku liniowego stopniowo, wprowadzając początkowo dwie stawki (tak jest np. w Wielkiej Brytanii) i likwidując ulgi. Jestem dobrej myśli: kiedyś dyskusje podatkowe w ogóle nie interesowały ludzi, dziś jest inaczej i nawet pierwsze reakcje dotyczące propozycji Ministerstwa Finansów świadczą, że propozycja jest bardzo interesująca. W wyniku rozpoczętej debaty o podatku dochodowym przenosimy ciężar z rozważań co tu jeszcze zrobić, żeby opodatkować bogatych na rozważania jak uprościć system. Nawet jeżeli nie uda się przegłosować ustawy w roku przyszłym będzie to duże przewartościowanie debaty podatkowej.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/