O słabsze centrum
Tadeusz Syryjczyk


Obserwacja mówi, że siłą sprawczą centralizacji współczesnego państwa była rozbudowa socjalu i państwa opiekuńczego; to o­ne spowodowały zwiększenie finansów publicznych w części dotyczącej rządu centralnego. Nic dziwnego zatem, że w dzisiejszej Polsce jednym z kluczowych problemów jest zmniejszenie zakresu finansów publicznych. Głównym ich obciążeniem są dopłaty do emerytur i system składek emerytalnych oraz dopłaty socjalne. Także w Stanach Zjednoczonych, które uchodzą za kraj o raczej niskich podatkach, finanse publiczne rosły w centrum, tzn. finanse hrabstw i stanów raczej były niewielkie i takie pozostały, za to centrum rozrastało się głównie w wyniku zwiększenia socjalnej aktywności państwa.

Czy jest szansa zdecetralizowania części wydatków socjalnych? Uważam, że kluczowym momentem będzie podjęcie przynajmniej minimalnych kroków w kierunku kontroli sfery socjalnej na szczeblu samorządowym. Weźmy chociażby nie zdecentralizowany system przyznawania zasiłków dla bezrobotnych, działający w ten sposób, że zmniejszenie bezrobocia na terenie jakiejś gminy czy powiatu w żaden sposób nie oddziałuje na budżet tych jednostek samorządowych, a jedynie na budżet krajowego urzędu pracy. Jest to sytuacja absurdalna, również dlatego, że ludzie, którzy pracują w (centralnych) urzędach pracy nie są zainteresowani zmniejszeniem bezrobocia, ponieważ to oznacza zmniejszenie ich frontu pracy.

Mielibyśmy zupełnie inny stan rzeczy, gdyby udało się stworzyć mechanizm, który z jednej strony, zapewniłby pewien stopień centralnej dystrybucji (ponieważ bezrobocie jest jednak silnie regionalnie zróżnicowane), ale z drugiej strony, jasno byłoby widać, że zmniejszenie bezrobocia powoduje korzyści dla powiatu czy gminy. W tych regionach Polski można by myśleć nad działaniami, jakie należy podjąć, żeby obniżyć podatki czy ułatwić inwestycje zagraniczne i krajowe, co zrobić, żeby poprawić lokalną koniunkturę gospodarczą, gdyż wiedziano by, że przynajmniej w jakimś małym stopniu zmniejszy się obciążenie budżetu zasiłkami dla bezrobotnych. Niech wreszcie zmniejszy się dysonans pomiędzy wiedzą poszczególnego burmistrza czy wójta, że urząd pracy zarejestrował mu kilkuset bezrobotnych w gminie, a rzeczywistością - że jak trzeba wyremontować szkołę przyjdzie mu jedynie kilku ludzi do pracy. Gdzieś tę więź między urzędem pracy a samorządem lokalnym należy w końcu wytworzyć.

Jestem przekonany, że rozwiązania idące w tym kierunku radykalnie wpłynęłyby na zmniejszenie tego bezrobocia, które powstaje właśnie w wyniku nieudolności niektórych gmin w dopuszczaniu inwestorów i przedsiębiorców. To także poskromiłoby nadużycia skierowane przeciwko podatnikom ze strony aparatu skarbowego; znane są przypadki, że tam gdzie urząd skarbowy okazywał się agresywny i nadużywał prawa przeciwko podatnikom, ci wyprowadzali się do innych regionów i gdy okazało się, że lokalne wpływy danej gminy znacząco maleją, trzeba było przepraszać ludzi, aby tylko z powrotem zainstalowali się w starym miejscu.

Trzeba jednak nadmienić, że są to rozwiązania trudne między innymi z powodu różnych międzynarodowych zobowiązań np. takich, że urzędy pracy muszą być związane z rządem centralnym.

Chciałbym zwrócić uwagę na drugą ważną sprawę związaną z decentralizacją finansów publicznych. Mamy np. Agencję Restrukturyzacji Rolnictwa, Fundusz Ochrony Środowiska, Agencję Rynku Rolnego i wiele innych instytucji, które prowadzą odcinkowe czy resortowe polityki. Powinniśmy doprowadzić do poziomej integracji niektórych z tych budżetów w regionach (warunkiem jest istnienie dużych województw, obejmujących znaczne obszary państwa i dużą liczbę ludzi). Okazałoby się, że są części kraju gdzie nie występują pewne problemy, a więc i nie ma potrzeba prowadzenia niektórych interwencji. Trzeba stworzyć możliwość wyboru: zamiast np. interweniować poprzez kredyty na produkcję rolną, władze zajęłyby się rozwojem infrastruktury wsi i poprawą tworzenia miejsc pracy poza rolnictwem.

W ten sposób decentralizacja stwarza szansę uczenia się przez doświadczenie tj. prowadzenia różnorodnych polityk w rozmaitych regionach kraju. A za parę lat okazałoby się, która polityka jest lepsza, doświadczenie pouczy o najlepszych rozwiązaniach, pozwoli rozwiać mity o niektórych zagrożeniach, a jednocześnie wyciągać korzyści z rozwiązań, które uprzednio wydawały się kontrowersyjne. Bo ktoś w końcu zaryzykuje. Gdy jest jedno centrum, ludzie boją się podejmować ryzyko, inaczej gdy jest dziesięć czy dwanaście województw.

Warunkiem uskutecznienia rozwiązań idących w takim kierunku jest odpowiedni potencjał jednostek samorządu i administracji terenowej. Nadmierne rozdrabnianie nie jest dobre, bo gdy będzie za dużo (słabych) jednostek terytorialnych, okaże się, że również dużo jest podmiotów, które upatrują swoją szansę w redystrybucji centralnej, słowem: z dołu będzie płynął nacisk na centralizację czyli utworzy się układ polityczny który sprzyjał będzie centralizacji.

Gdy większość regionów będzie samodzielna, siłą rzeczy te, które będą potrzebowały środków finansowych szybko zrozumieją, że są w mniejszości, że inny jest sposób rozwiązywania kłopotów finansowych niż dotacja czy subsydium, że trzeba myśleć o swoim własnym rozwoju, a mniej o naciskach na redystrybucję. Przekroczenie pewnej granicy województw powoduje, że wzrośnie ilość polityków regionalnych, którzy będą wywierali presję nie na to, żeby im zostawić środki finansowe i pozwolić prowadzić sprawy lokalnej infrastruktury, drogownictwa, polityki rolnej, ochrony środowiska itd., ale raczej, żeby coś dostać od innych, co oznacza ograniczenie możliwości jednostek terytorialnych na rzecz centrum. Za przytaczanymi w prasie wyliczeniami różnych wariantów reformy samorządowej kryje się wizja mniej lub bardziej centralistycznego państwa, a tym samym lepszego lub gorszego wydawania pieniędzy.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/