Elektroenergetyka w 1998 roku
Jan Popczyk


Dokument "Demonopolizacja i prywatyzacja elektroenergetyki" z września 1996 roku stworzył wiele nadziei wśród elektroenergetyków. Dzisiaj jednak jest już jasne, że były rząd, który przyjął dokument, nie miał zamiaru go realizować. Obecnie najważniejszą sprawą jest, aby nie zaprzepaścić nowej szansy jaką daje ustawa Prawo Energetyczne. Pełne wdrożenie ustawy w zakresie rozwiązań rynkowych jest konieczne dla złagodzenia nadciągającego kryzysu, związanego z wielkimi przyszłymi zobowiązaniami kontraktowymi (kontrakty długoterminowe) oraz brakiem prywatyzacji i konkurencji.

Jednak i tę szansę zaczynamy przegrywać. Byłe Ministerstwo Gospodarki w ogóle nie podjęło działań mających na celu opracowanie fundamentalnego rozporządzenia o dostępie stron trzecich do sieci. Projekty pozostałych rozporządzeń obligatoryjnych do ustawy, przekazane przez wykonawców do Ministerstwa Gospodarki w lipcu 1997 roku, nie zostały skierowane do uzgodnień międzyresortowych. Zmarnowana więc została wyjątkowa szansa na to, aby 4 grudnia 1997 roku ustawa weszła w życie razem z rozporządzeniami. Ale ważniejsze jest to, że brak rozporządzeń spowoduje wiele konfliktów. Na przykład brak rozporządzenia o dostępie stron trzecich do sieci będzie zapewne przez przedsiębiorstwa sieciowe traktowany jako brak dostępu w ogóle, aż do czasu ukazania się rozporządzenia (lub ustawowego wejścia w życie przepisu o dostępie wszystkich użytkowników sieci, w tym wszystkich odbiorców końcowych, nie później niż 4 grudnia 2005 roku). Przez użytkowników sieci ten sam brak rozporządzenia będzie z kolei traktowany jako natychmiastowy dostęp, bez okresu przejściowego.

Również powołanie Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE) w czerwcu ub. r. nie stało się dotychczas żadnym impulsem reformatorskim, ze względu na brak jakichkolwiek z tej strony sygnałów odnośnie polityki regulacyjnej. To oznacza między innymi, że 1998 rok będzie w poważnym stopniu stracony z punktu widzenia koniecznego dostosowania przedsiębiorstw sieciowych do wymagań ustawy. Przede wszystkim chodzi o nowe rozłożenie odpowiedzialności za zasilanie odbiorców. Mianowicie, zgodnie z ustawą musi w tym zakresie nastąpić przełom wynikający ze zwiększenia odpowiedzialności spółek dystrybucyjnych, zrównanej w dużym stopniu z odpowiedzialnością Polskich Sieci Elektroenergetycznych SA. Dla sprostania zwiększonemu zakresowi odpowiedzialności spółki dystrybucyjne podejmują pozytywne działania przystosowawcze, polegające na tworzeniu odpowiednich konsorcjów (forma organizacyjna struktur zapewniających realizację nowych zadań pozostaje ciągle sprawą otwartą). Brak ustosunkowania się Prezesa URE do takich działań, brzemiennych w skutki w przyszłości, osłabia znaczenie ich skuteczność. Oczywiście, jest też możliwy skutek znaczenie bardziej niekorzystny: gdyby okazało się, że działania podjęte nie odpowiadają przyszłej polityce regulacyjnej URE, to będziemy świadkami niepotrzebnych pretensji ze strony spółek dystrybucyjnych.

Wykorzystanie wejścia w życie ustawy Prawo Energetyczne do dokonania zwrotu w funkcjonowaniu elektroenergetyki musi stanowić jeden z ważnych priorytetów polityki gospodarczej rządu. Sygnały, które otrzyma elektroenergetyka w najbliższych tygodniach ze strony rządu zadecydują o realnych szansach dokończenia reformy w tym sektorze. Trzy najważniejsze z nich, oprócz dotyczących rozporządzeń oraz polityki regulacyjnej URE, są związane z:

  • perspektywami uwolnienia cen dla odbiorców końcowych,
  • perspektywami demonopolizacji handlu hurtowego (między przedsiębiorstwami elektroenergetycznymi),
  • prywatyzacją przedsiębiorstw elektroenergetycznych.

Odkładanie uwolnienia cen energii elektrycznej pokazuje, że w elektroenergetyce grozi ten sam scenariusz, który był realizowany w górnictwie, w sektorze paliw płynnych, a obecnie jest realizowany w ciepłownictwie. W scenariuszu tym uwolnienie cen następuje pod wpływem skrajnych trudności, a nie w celu ich uniknięcia. Jest nieomal pewne, że takie właśnie trudności wystąpią w elektroenergetyce w 1998 roku, jeśli rząd miałby chronić przedsiębiorstwa w tym sektorze przed konkurencją. Wówczas bowiem ani skutki ograniczonej podwyżki cen urzędowych dla odbiorców końcowych, ani skutki wielkich zobowiązań w kontraktach długoterminowych z wytwórcami, ani wreszcie skutki istotnych podwyżek cen węgla nie zostaną skompensowane wzrostem efektywności konkurujących ze sobą przedsiębiorstw. Przeciwnie, wzrost kosztów chronionych przedsiębiorstw spowoduje trudności rządu.

Niepokojący jest brak sygnałów ze strony Ministerstwa Gospodarki odnośnie koniecznego przejścia od hurtowego obrotu energią elektryczną opartego całkowicie na kosztach, z nasilającymi się mechanizmami administracyjnego regulowania rentowności przedsiębiorstw, do zasad konkurencyjnego handlu. Przejście takie wymaga uruchomienia w br. ofertowego rynku wytwórców systemowych (z blokami wytwórczymi przyłączonymi do sieci przesyłowej) oraz cesji kontraktów (zwłaszcza długoterminowych), zawartych przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA z wytwórcami, do spółek dystrybucyjnych.

Obydwa zadania są bardzo trudne do realizacji i bez jednoznacznego w tym zakresie stanowiska Ministerstwa Gospodarki nie powiodą się. Jednak takiego stanowiska jeszcze nie ma. W takiej sytuacji narasta niczym nie krępowana kontestacja przedsiębiorstw i ich opór przeciwko wszelkim zmianom.

Najlepszy czas na prywatyzację przedsiębiorstw elektroenergetycznych (uwzględniając ich kondycję ekonomiczną i perspektywy dostosowania się do gospodarki rynkowej, a także sytuację na światowym rynku inwestorów) minął w latach 1995 i 1996. Dalsze opóźnianie prywatyzacji, oprócz wielu innych kłopotów, utrudni znacznie konkurencję polskim przedsiębiorstwom elektroenergetycznym na europejskim rynku energii elektrycznej. Nie wolno bowiem zapomnieć, że za obecną (już), a zwłaszcza za przyszłą konkurencyjność zachodnich przedsiębiorstw elektroenergetycznych zapłacili już w przeszłości odbiorcy, płacąc za energie elektryczną bardzo wysokie ceny i tworząc w ten sposób przedsiębiorstwom warunki do inwestowania na daleką przyszłość. W Polsce odwrotnie, inwestowanie przedsiębiorstw elektroenergetycznych odbywa się i będzie się odbywać pod przyszłe wpływy. To oznacza, że ceny energii elektrycznej na Zachodzie będą maleć, w Polsce muszą natomiast rosnąć. Cena, za którą zostaną sprzedane przedsiębiorstwa elektroenergetyczne, zadecyduje o tym, z jakimi podwyżkami cen energii elektrycznej będziemy mieć do czynienia w nadchodzących latach. Jest niewątpliwe, że energia elektryczna produkowana przez polskich wytwórców nie może być droższa od energii produkowanej przez zachodnich wytwórców. To z kolei oznacza niską cenę sprzedaży przedsiębiorstw elektroenergetycznych, czyli też niezwykłą trudność jej przeprowadzenia.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/