Rolnictwo na progu Unii Europejskiej
Tadeusz Syryjczyk


Przy okazji ostatniej debaty parlamentarnej ukazały się nowe opracowania dotyczące sytuacji polskiego rolnictwa, które, z jednej strony, uczestniczy w procesie przemian w kraju, a z drugiej, stoi na progu wejścia do Unii Europejskiej. Podobnie jak to miało miejsce w całej Europie rolnicy są tą grupą zawodową, która najbardziej boi się nowej sytuacji. Doświadczenie jednak pokazuje, że później, gdy już się w Unii znajdą są grupą, która stosunkowo najwięcej korzysta z rozmaitych urządzeń ekonomicznych i ochronnych.

Warto sobie uświadomić gdzie jesteśmy. Według najnowszych danych w 1996 roku rolnictwo w Polsce wytwarza 5,8% PKB i zatrudnia aż 28% ludzi. Jest to bardzo zła proporcja. Podobną miała Portugalia, jeden z najbiedniejszych krajów zachodnich, w 1983 roku przed wejściem do Unii Europejskiej, gdy udział rolnictwa w PKB wyniósł 8,4% PKB, a zatrudnienie 26%. Inne kraje były w nieco lepszej sytuacji - wprawdzie zatrudnienie w rolnictwie było nieco wyższe niż w innych działach gospodarki (także zatrudnienie w porównaniu do produkcji było wyższe) ale nie w aż takim stopniu.

Powyższe dane świadczą o tym, że podobnie jak Portugalia w 1983 r. tak i Polska cierpi na strukturalną wadę gospodarki: przemysł i usługi nie dały zatrudnienia wystarczającej liczbie ludzi. Pomimo zmniejszania się udziału rolnictwa w produkcji ludzie z tego działu gospodarki nie trafiali na rynek pracy i nie włączali się do gry ekonomicznej. Taka sytuacja jest oczywiście zła. W dzisiejszej Polsce raptem 13% zatrudnionych w rolnictwie, pracuje w gospodarstwach rolnych, które tworzą dochód, mają dodatnią akumulację, są zdolne do rozwoju a dochodowość gospodarstwa jest większa od minimum socjalnego. W pozostałych 87% gospodarstw dochód z rolnictwa wynosi nie więcej niż 3000 złotych rocznie, czyli dochodowość rodziny, która tam pracuje mieści się w granicach zasiłku dla bezrobotnych, natomiast część gospodarstw ma charakter socjalny, w którym ważniejsze od dochodów z rolnictwa są takie dochody jak zasiłki, renty czy emerytury.

Skąd się bierze ta sytuacja? Przypatrzmy się rzadko publikowanym, ale dostępnym informacjom. GUS opublikował swego czasu dane przedstawiające Polskę w latach 1945-1990. Bardzo interesujący jest wykres przedstawiający wielkość zatrudnienia w rolnictwie. Warto przypomnieć: po pierwszej wojnie w rolnictwie pracowało 75% ludzi. Po wojnie u początku lat 50-tych było to 55% ludzi. Można więc powiedzieć, że w dwudziestoleciu mniej więcej 1% ludzi rocznie przechodził z rolnictwa do innych działów gospodarki. I tak się działo też w Polsce powojennej. Póki biegła industrializacja socjalistyczna a centralne planowanie nie doznało bankructwa rozwijały się przemysły, niekoniecznie w dobrym kierunku, ale zgłaszając zapotrzebowanie na pracę. Tak było aż do 1975 roku: wówczas w rolnictwie pracowało 35% ludzi czyli utrzymał się trend z okresu międzywojennego. Podobnie było w innych krajach w Europie Zachodniej, mniej więcej w takim tempie ludzie odnajdowali swoją pracę w innych działach gospodarki.

W Polsce po 1975 roku planowanie utraciło zdolność kierowania gospodarką: nie tworzono nowych działów gospodarki, a stare nie były w stanie się rozwijać, były przeinwestowane i raczej wymagały poprawy technologicznej niż tworzenia nowych miejsc pracy. Przeciwnie, powininny raczej redukować zatrudnienie.

Tak się oczywiście nie stało. Gdy przypatrzymy się wykresowi udziału akumulacji w podziale dochodu narodowego, zobaczymy, że po skoku z pierwszej połowy gierkowszczyzny nastąpiło wielkie przeinwestowanie; ten boom inwestycyjny był już fałszywy, niezdolny do trwania dłużej i ukierunkowany w dziedziny, które nie były w stanie sfinansować swojego rozwoju i spłacić kredyty. Następuje wielkie załamanie inwestycji, które powoduje obniżenie się akumulacji do 20% i mniej, i równocześnie przestaje rozwijać się przemysł oraz usługi. Taki rozwój sytuacji gospodarczej powoduje, że wielu ludzi pozostaje w rolnictwie i tam stopniowo w wyniku rozmaitych wprowadzonych rozwiązań socjalnych jakoś żyje, przy pewnych pozorach opłacalności produkcji rolnej. Ale jest to już proces sztuczny, ratowanie sytuacji, reakcja na to, że przemysł i usługi nie dają nowych miejsc pracy. Tym samym utworzyło się ukryte bezrobocie w rolnictwie.

Dzisiaj mamy poważny problem, który pokazuje, że nie można traktować wsi i małych miasteczek, a więc rolnictwa, jako osobnego działu gospodarki. Od rozwoju innych działów, w których znajdą zatrudnienie ludzie żyjący z rolnictwa (i to bez potrzeby migracji) zależy, czy ten wielki problem zostanie rozwiązany.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/