Odstraszanie i niepewność
Piotr Bartula


Istnieje pogląd, że kara śmierci nie odstrasza morderców. W 61. numerze "Kapitalisty Powszechnego" przywołana została teza Izaaka Ehrlicha, że jednak odstrasza i to konkretnie 7-8 morderców. Ale nawet jeżeli nie mielibyśmy pewności o słuszności tej hipotezy, to na gruncie teorii odstraszania pozostaje możliwość uzasadniania przeciwstawnych stanowisk.

Abolicjoniści twierdzą, że zło zawarte w karze śmierci nie jest zrekompensowane zyskiem zawartym w efekcie zewnętrznym tejże kary, a przynajmniej nic o tym nie wiemy. W tym momencie warto przytoczyć trafną propozycję polemiczną, którą współcześnie podaje Ernest van den Haag. Akceptuje o­n hierarchię celów karania, zgodnie z którą celem najwyższym prawa karnego jest właśnie odstraszanie. Przyjmuje także test kalkulacji zysków i strat, które mogłyby powstać z punktu widzenia teorii odstraszania przy stosowaniu kary śmierci. Do tego dodaje jednak założenie o wyższej wartości moralnej życia ofiar mordów, a także potencjalnych ofiar, niż życia morderców. Uznaje również twierdzenie o niepewności odstraszania ewentualnych morderców, która towarzyszy egzekucji "dokonanych morderców". Jednakże niepewność tyczy też drugiej strony - nie możemy być pewni czy wykonywana kara śmierci przypadkiem nie odstrasza ewentualnych morderców. Mamy zatem poważny dylemat: jesteśmy niepewni czy kara śmierci odstrasza, co wiąże się z niewykonywaniem egzekucji. Ale temu towarzyszy niepewność, jak zachowają się żyjący nadal mordercy w dalszym swoim życiu - czy powściągną o­ni instynkt zbrodni czy też nie, oraz jak zachowają się potencjalni, nieodstraszeni mordercy, o ile kara śmierci odstrasza. A to wiąże się z niepewnością co do życia niewinnych ludzi. Znajduje się więc w sytuacji niepewności, czy aby nie ma miejsca ta druga ewentualność (tzn. że kara śmierci odstrasza), co wiązałoby się z wykonywaniem egzekucji i tym samym pewnością bezpieczeństwa niewinnych ludzi. Którą z tych sytuacji należy wybrać? Haag odpowiada w sposób następujący: Jeżeli nałożymy karę śmierci i nie osiągniemy efektu odstraszania, wówczas skazany morderca pozbawiony zostanie życia na próżno. Z punktu widzenia odstraszania jest to czysta strata. Jeżeli zaś wydamy wyrok kary śmierci, odstraszając tym samym ewentualnych przyszłych morderców, wówczas ocalimy życie ew. przyszłych ofiar (przy czym zyskają na tym również przyszli ew. mordercy; oszczędzi się im kary ponieważ zostali odstraszeni). W tym przypadku kara śmierci przynosi sam zysk. Chyba, że życie skazanego mordercy ceni się wyżej niż życie nieznanej ofiary lub ofiar. Oczywiście musimy zaryzykować coś pewnego - śmierć (lub życie) skazanego człowieka w zamian za coś niepewnego - śmierć (lub życie) ofiar mordercy, którego można odstraszyć. I konkluduje: Sądzę, że nie mamy prawa ryzykować dobra ewentualnych przyszłych ofiar morderstw dla dobra skazanych morderców; wręcz przeciwnie, naszym moralnym obowiązkiem jest ryzykowanie możliwej nieskutecznej egzekucji.

Wydaje się, iż abolicjonizm utylitarystyczny został zaatakowany na jego własnym polu i to w sposob dość skuteczny. Jest to zarazem próba odwrócenia zakłóconej logiki etycznej, która powinna stać u podstaw rozumowania prawnego (szczególnie dotyczy to prawa karnego); próba wprowadzenia jako podstawowej figury tragedii związanej z problemem kar śmierci - ofiary, a nie mordercy. Na karę śmierci zawsze należy patrzeć z punktu widzenia ofiary lub potencjalnej ofiary oraz, co warte podkreślenia, potencjalnych morderców, których chcemy chroni przed mordercami zrealizowanymi w taki sposób, ażeby zabijając tych ostatnich uratować - przez odstraszenie - tych pierwszych.

W tym momencie można pomyśleć o polemiście. W tej roli widzę Adama Hugona Bodau, który twierdzi, iż nie ma dowodu, że kara śmierci powstrzymuje ewentualnych przestępców w większym stopniu niż kara dożywotniego więzienia. Jeżeli zastosujemy karę śmierci, z oczywistych przyczyn nie możemy stwierdzić, czy morderca ponowiłby swój morderczy czyn. A więc nie mamy dowodu na prewencję indywidualną. Jeżeli zaś chodzi o wpływ odstraszający (prewencję generalną), to możemy być jedynie pewni, że po straceniu wszystkich osądzonych morderców kilka przestępstw nie miałoby miejsca, ale nie, że wiele przestępstw nie miałoby miejsca. Argumentuje Bodau: podczas, gdy ktoś mógłby być w błędzie, że nie ma ryzyka, iż taki kryminalista powtórzy swoje przestępstwo, gdy nie jest stracony, ktoś inny również jest w błędzie twierdząc, że wiele okropnych przestępstw nie nastąpi.

Bedau stawia także tezę, iż społeczeństwa stoją przed wyborem albo bezwzględności karania morderców bez różnicowań, co pociąga za sobą niebezpieczeństwo powstania społeczeństwa represyjnego, albo w imię wolności i idei rehabilitacji przyjmują na siebie ryzyko abolicji. Twierdzi ponadto, i słusznie, iż nie ma efektywnego kryterium umożliwiającego odkrycie odpowiedzi na pytanie, czy kara śmierci chroni społeczeństwo powstrzymując przestępców: nie można zidentyfikować z pewnością żadnego przestępstwa, które nie wystąpiło, ponieważ możliwy przestępca był powstrzymywany przez strach przed karą śmierci i nie byłby powstrzymany przez strach przed lżejszą karą. Podobnie nie można zidentyfikować żadnego przestępstwa, które wystąpiło, ponieważ przestępca nie był powstrzymywany przez groźbę więzienia, a byłby powstrzymany przez strach przed śmiercią. Nie ma tedy żadnych racji, aby stosować karę najbardziej surową - śmierć. Bedau sugeruje, iż zawsze należy zmierzać do zmniejszenia surowości kary, jeżeli nie ma o­na waloru adekwatnej "przykładowości". Argument z niewiedzy w kwestii odstraszania nakazuje przyjąć abolicję. Można odnieść wrażenie, iż mamy tutaj do czynienia z parafrazą znanej formuły prawnej - wszelkie wątpliwości w sprawie odstraszających walorów kary śmierci świadczą na rzecz mniej surowej kary śmierci.

To ujęcie jest reprezentatywne dla całej formacji abolicjonistycznej. Stwierdzają o­ni notorycznie brak istnienia związku pozytywnego pomiędzy karą śmierci a liczbą morderstw. Być może tak jest. Wydaje się jednak, że ciężar dowodu, którego dotychczas nie przedstawili, spoczywa na nich samych, albowiem ryzyko jakie ponosi społeczeństwo cywilne przy zastosowaniu w praktyce tego poglądu, czyli niewykonywaniu egzekucji, jest o wiele większe niżeli ryzyko wykonywania, być może nieskutecznych, egzekucji. W wyobrażonym sporze Haag versus Bedau hipoteza tego pierwszego jest co prawda poznawczo równoważna hipotezie tego drugiego, jednakże posiada, by tak rzec, pewną przewagę moralną.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/