Województwo - parę argumentów
Tadeusz Syryjczyk


Dyskutując sprawę samowystarczalności województw widać związek pomiędzy ich wielkością a zakresem zadań: im większe będzie województwo tym więcej przejmuje zadań z centrum. Nawet przy założeniu, że województwa będą bardzo duże, np. będzie ich dziesięć, pojawia się problem nierównomiernego dochodu narodowego w poszczególnych obszarach Polski. I do tego ustawodawca musi się ustosunkować.

Zacznę od argumentu za samodzielnością finansową województw. Dzisiaj redystrybucja środków finansowych polega na przyznaniu jednakowego uposażenia dla pracujących w usługach publicznych np. zdrowiu czy edukacji, bez względu na poziom dochodu narodowego w poszczególnych regionach. W wyniku tego powstaje względna pauperyzacja ludzi zatrudnionych w sferze budżetowej w bogatych regionach. Dlatego, że koszty utrzymania w dużych miastach metropolitarnych - Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu - są wyższe aniżeli koszty utrzymania w regionach uboższych. (Podobnie jest z resztą w wypadku różnic między państwami: czym innym jest Produkt Krajowy Brutto liczony według siły nabywczej, a czym innym jest nominalny PKB). Siła nabywcza złotówki w uboższych regionach jest stosunkowo wyższa, ceny są mniejsze, zwłaszcza koszty mieszkania. Wydaje się zatem, że w następstwie wprowadzenia autonomizacji regiony bogatsze miałyby większe dochody i w związku z tym mogłyby wyrównać różnicę jaka występuje dzisiaj między wynagrodzeniem osób pracujących w służbach publicznych (czyli de facto w sferze budżetowej) w miastach metropolitarnych i "na prowincji".

Gdyby natomiast, w wyniku podziału terytorialnego kraju powstały zbyt duże różnice w dochodach, wówczas można by utworzyć jakiś mechanizm redystrybucji, który częściowo wspomaga województwa biedniejsze. Ciekawy przykład miał miejsce w okresie międzywojennym, gdy województwo śląskie posiadało autonomię. Ponieważ Śląsk był okręgiem wyjątkowo uprzemysłowionym w porównaniu do reszty Polski, ważnym czynnikiem autonomii była gwarancja pozostania części wpływów podatkowych uzyskiwanych na Śląsku na tym terenie. W ustawie konstytucyjnej regulującej odrębność województwa śląskiego zapisany był wzór rozliczenia dochodów podatkowych pomiędzy Śląskiem a resztą Polski. Województwo to zatrzymywało połowę swoich wpływów, a połowę oddawało do wspólnej puli całego kraju. Także połowa wpływów reszty Polski zostawała do jej dyspozycji, a druga wchodziła do wspólnej puli. Wspólna pula dzielona była pomiędzy Śląsk i resztę Polski proporcjonalnie do liczby mieszkańców.

Jaki powinien być wzór redystrybucji jest kwestią do dyskusji, na pewno można wprowadzić mechanizmy, które spowodują że różnice pomiędzy regionami byłyby mniejsze aniżeli wynikające z dochodów poszczególnych budżetów liczonych z wpływów podatkowych danego województwa. Uważam jednak, że nacisk musi być położony na zasadę, iż wydatki województwa zależą od wpływów, tym samym skutki polityki lokalnej byłaby konsumowane na miejscu. Władze województwa popierałyby przedsiębiorczość i tworzyły lepsze warunki do inwestowania ponieważ byłyby pewne, że spodziewane większe wpływy zostaną w województwie. Dzisiaj jest tak częściowo w wypadku gmin, których pewne dochody własne zależą od rozwoju gospodarczego i jeżeli gmina jest zaradna, i tworzy dobre warunki dla inwestorów, ma dzięki temu większe wpływy - udział w podatkach dochodowych od osób prawnych i osób fizycznych oraz podatek od nieruchomości razem wzięte dają pewne możliwości. Trzeba od razu przyznać, że obecnie jest to suma stosunkowo niewielka, albowiem gros podatków dzielone jest przez budżet centralny, wedle bardzo różnych kryteriów. Gdy powołamy wielkie województwa, mechanizmy zatrzymujące pieniądze muszą być o wiele silniejsze. I wtedy rzeczywiście od polityki regionalnej zależałoby, czy dany region rozkwita gospodarczo.

Tworzenie dużych województw ma jedną wadę: biedniejsze "otoczenie" będzie miało polityczną przewagę nad "centrum", które wytwarza dochód narodowy. W mikroskali zjawisko takie można zaobserwować na przykładzie miasteczka i gminy wokół niego, które mają wspólny urząd i radę gminy. Okazuje się, że w wyniku przewagi otoczenia nad centrum usługi publiczne, które mieszczą się w miasteczku i służą wszystkim są blokowane w swoim rozwoju kosztem finansowania peryferiów.

Widać zatem, że w dużych województwach wystąpi problem utrzymania równowagi między metropolią, a resztą województwa, ponieważ siłą rzeczy metropolia ma większe wydatki. Na przykład w Krakowie leczą się i uczą ludzie z miasta, województwa i spoza województwa. A nie ma na to pieniędzy, ponieważ podział środków dokonuje się "na głowę" ludności zamieszkującej to województwo. Czy wielkie województwo będzie łaskawsze i uzna wydatki metropolii? Gdzie indziej panują odmienne obawy: że metropolia przeje dochody całego regionu deprecjonując prowincję. Istotnie pewne instytucje muszą być skoncentrowane: na przykład klinik specjalistycznych jest w Polsce kilkanaście i dalsza "decentralizacja" tych usług nie byłaby sensowna. Jednak nie można zupełnie ignorować drugiego rodzaju obaw. Zarówno podział terytorialny jak i system redystrybucji musi odpowiadać na te obawy.



2007 ©  Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe
http://www.ktp.org.pl/